Eksploracyjny weekend

Cóż to był za weekend! Doskonała pogoda, świetne warunki do wspinania, piękne jesienne krajobrazy, doborowe towarzystwo i eksploracja nowych rejonów. Czego chcieć więcej? :)

Dziewica

Dziewica

Sobotę zaczęliśmy dość niepozornie, odwiedzając stary dobry Kołoczek. Chłopaki ruszyli na słynną Skorkówkę, a ja za namową Maćka poszedłem zerknąć na Dziewicę od strony zachodniej. I nagle niespodzianka! Moim oczom ukazuje się 20metrowa ściana z kilkoma imponująco prezentującymi się liniami. Na pierwszy ogień wszyscy trzej robimy Filar Marcisza za VI.3. Droga mimo nazwy nie wiedzie filarem, ale ciągiem małych rysek oferując techniczne wspinanie (haczenia pięt!) i ciąg od pierwszej wpinki aż do stanowiska.

Arek Smaga i Filar Marcisza – VI.3 fl

Arek Smaga i Filar Marcisza – VI.3 fl

Po ściągnięciu ekspresów przenosimy sie obok na nie mniej imponujący filarek. Nie dla peca ta kieca oscyluje trudnościami wokół VI.5/5+ i oferuje tym razem raczej bulderowe, ale nie mniej techniczne wspinanie po obłych odciągach.  Z drogą rozprawiam się w drugiej, a chłopaki w trzeciej próbie. Co więcej okazuje się, ze dla Arka była to życiówka jednak po wpięciu się do stanu powstrzymał okrzyk radości tłumacząc się słowami „…czułem, że mi się należy” ;]

Jest i nagroda

Jest i nagroda

W niedzielę startujemy bardzo leniwie. Być może ma to związek z imprezą UKA, na której poprzedniego dnia balowaliśmy do nocy… W każdym razie po dużym śniadaniu i dwóch kawach już o 13 jesteśmy w Łężcu… Gdzie?! No właśnie. Łężec to grupa skał położona tuż przy ośrodku w Morsku. Parkujemy na terenie hotelu i po 150metrach czerwonego szlaku jesteśmy już przy pierwszej ścianie. Mniej leniwi mogą też podejść od słynnej wiaty ok 8minut pod górę, równolegle do stoku narciarskiego.

Maciek Bukowski podczas przejścia Bożej inwazji VI.5+

Maciek Bukowski podczas przejścia Bożej inwazji VI.5+

Na miejsce dotarliśmy za namową Janka Sokołowskiego, który otworzył tutaj nową, trudną drogę. Boża inwazja okazuje się prawdziwą petardą! Bardzo nietypowa dla Jury skała. Na starcie wita nas pięcioruchowy estetyczny bulder zakończony efektowną bańką. Ruchy rodem z Ceuse. Dalej następuje rest i drugi, bardziej techniczny crux zakończony dynamicznym ruchem do klamy. W tym miejscu droga się nawet lekko przewiesza. Ostatnie metry to swoista nagroda za przejście trudności, duże zaginające się miski prowadzą nas wprost pod łańcuch. Robiąc pierwsze (Maciek) i drugie (Ja) powtórzenie drogi, potwierdzamy autorską wycenę VI.5+ podobnie jak autor zachęcając do wstawek, naprawdę warto!

Tuż przed zachodem słońca Maciek wiesza jeszcze ekspresy na innej, nie mniej imponującej nowości. Bruno & Toni za VI.5+ udaje mi się wciągnąć w drugiej próbie przy ostatnich promieniach słońca. Wielkie gratulacje dla Przemka Mizery za odkrycie tej linii! A jaki ma charakter? Podpowie wam zdjęcie poniżej ;]

 

Maciek podczas próby na Bruno & Toni – nie, to nie fotomontaż ;)

Maciek podczas próby na Bruno & Toni – nie, to nie fotomontaż ;)

 

Po trzech miesiącach przerwy od Jury, dostaję prezent w postaci dwóch wspaniałych weekendów i coraz mniej dokuczającej kontuzji. Oby pogoda utrzymała się jak najdłużej to może uda mi się jeszcze powalczyć na czymś trudnym…

Saint Léger – wspinaczkowa perła Prowansji

Marcin „Zielony” Zieliński na Maquerelle de boeuf 8a

Marcin „Zielony” Zieliński na Maquerelle de boeuf 8a

Po 15 latach wspinania i dziesiątkach odwiedzonych rejonów, wydawało mi się, że naprawdę sporo już wiem, przynajmniej o zachodnioeuropejskich ogródkach skalnych. Ten wyjazd jednak zmienił moje podejście…
–  Gdzie jedziecie? St. Leger? Na południu Francji? Tak, też słyszałem że jest ok. Wolałbym (6-ty raz) do Rode, ale skoro nie dacie się namówić to dolecimy do tej Prowansji…
Tak było 3 tygodnie temu, jednak już parę dni później naszym oczom ukazała się prawdziwa wspinaczkowa perełka, a raczej duża perła.

Nasza fura w skały

Nasza fura w skały

Zanim przejdę do opisów samych skał, zacznę od informacji, która może nie spodobać się wspinaczom typu „imprezowicz”. W St. Léger nie pobalujesz ;] Nie mówię oczywiście o wieczornych kalamburach w towarzystwie kilku butelek francuskiego wina, bo to wychodzi tam doskonale. Natomiast poza kilkoma domkami mieszkalnymi i kościółkiem, na miejscu nie ma kompletnie nic. Sklepu, baru, knajpy czy nawet kempingu (ten akurat jest ale parę kilometrów dalej), tylko cisza, spokój i szum rzeki. Co ciekawe nie ma nawet ludzi. W skałach, w największych sektorach spotykamy po 2-3 zespoły, a w pozostałych jesteśmy zazwyczaj sami. Gratka dla osób szukających odpoczynku.

Całymi dniami towarzyszy nam widok Mount Ventoux – 1912 m n.p.m.

Całymi dniami towarzyszy nam widok Mount Ventoux – 1912 m n.p.m.

No ale co z tym wspinaniem? Obłędne! Przeważają lekkie i średnie przewieszenia oraz typowo hiszpańskie kaloryfery, ale zwolennicy krawądek czy wspinania w dachu także znajdą coś dla siebie, bo rejon jest naprawdę ogromny. Polecam zabrać co najmniej 70metrową linę i nie mały zapas wytrzymałości. Oczywiście amatorzy krótkich bulderowych dróg również będą mieli gdzie powalczyć, ale trzydziesto czy czterdziesto metrowe maratony są tutaj prawdziwą wizytówką rejonu.

Gdzie jest wspinacz? Gąszcz kaloryferów w największym sektorze – La Baleine

Gdzie jest wspinacz? Gąszcz kaloryferów w największym sektorze – La Baleine

Poza świetnym wspinaniem, pięknymi krajobrazami i brakiem tłumów, jeszcze dwa drobiazgi wyjątkowo poprawiają estetykę miejsca. Po pierwsze drogi są w 99% naturalne. W przeciwieństwie do nierzadko przypominających cementownię hiszpańskich przewieszeń, czy znanych nie tylko z naszej Jury zastosowań dłuta, w St. Léger wspinasz się po niemal dziewiczych drogach. Co więcej, jedynie największe klasyki posiadają wyraźniejsze ślady gumy na stopniach, a zamiast wyślizganych chwytów znajdziemy tutaj skałę o często aż za ostrej fakturze. A po drugie? Patrz zdjęcie poniżej.

Połączenie praktyki (łatwiej znaleźć drogę) i estetyki – tabliczki z nazwami dróg

Połączenie praktyki (łatwiej znaleźć drogę) i estetyki – tabliczki z nazwami dróg

Z informacji praktycznych warto jeszcze wspomnieć o najlepszym czasie do wspinania oraz o trudności dróg. Sektory dzielą się mniej więcej po połowie jeśli chodzi o ściany w słońcu i w cieniu, co najtwardszym zawodnikom pozwoli na wspin przez cały rok. Jednak poza twardzielami (zima) i plażowiczami (lato) najlepszy czas na wspinanie znajdziecie wiosną i jesienią. Co do dróg natomiast to muszę zaznaczyć, że nie jest to rejon dla początkujących. Oczywiście amatorzy francuskich szóstek nie będą się tu nudzili, a niejedna siódemka a czy b urzekła mnie swoją urodą, trzeba jednak przyznać, że najciekawsze drogi mieszczą się tutaj w przedziale 7c+ – 8b+.

Selfie na rewelacyjnym 40metrowym 6b+. Po prawej stanowisko z drzewa

Selfie na rewelacyjnym 40metrowym 6b+. Po prawej stanowisko z drzewa

Ja tym razem postawiłem na szybkie RP. Dzięki temu przez 9dni wspinania zwiedziłem sporą ilość sektorów, oraz miałem pod kontrolą jeszcze nie zagojoną kontuzję. Poniżej ciekawsze z pokonanych dróg.

- Abrège Nief 8b – klasyk sektora Nabab, dwadzieścia kilka ruchów trudności w sporym przewieszeniu, po dobrych chwytach.
- La ballade d’Abdallah 8a+ – ciąg krawądek w lekkim przewieszeniu, później dla smaku techniczna mantla. Jedyne 8a+ na North Face.
- Dis mois qui tu suis, je te dirai qui tu hais 8a – długa nazwa i długa droga J. Trzygwiazdkowy wspin, czysta wytrzymałość, trzyma aż do łańcucha.
- Un monde sans Gaucho est sans issue 8a – po 25m wspinania zabrakło sześciu ruchów do OSa… Świetna droga!
- Quand le blues l’emporte sur la raison 8a – dość duży przewis i dość siłowe ruchy.

Saint Léger du Ventoux

Saint Léger du Ventoux

Oooore, ooooreee, szaba daba da...

Oooore, ooooreee, szaba daba da…

DSC_0232_1

 

Zako Bulder Power

W zestawieniu z ostatnim postem, powyższy tytuł może wydawać się zaskoczeniem, więc już wszystko tłumaczę. Nie, nie nastąpiło cudowne ozdrowienie ;) jednak po dwóch tygodniach godzinnych zabiegów fizjoterapii ból palca zmalał do tego stopnia, że zacząłem się wpinać. Paradoksalnie największe ograniczenie występuje przy wyciągniętym chwycie i o łapaniu dwójek mogę na razie zapomnieć, jednak na krawądkach zaczynam sobie już jakoś radzić. I tak zrodził się pomysł, żeby zamiast siedzieć w weekendy w domu (jura odpada) wybrać się na tatrzańskie ekstremy Mnicha. Plany były ambitne, niestety niestabilna pogoda szybko je zweryfikowała. Wyjazdu jednak nie było co odwoływać, bo połowa składu w aucie zamiast w Tatry, jechała do Zakopanego na Zako Bulder Power – drugą edycję Pucharu Polski w Bulderingu. Jak łatwo się domyślić nie byłbym w stanie bezczynnie wysiedzieć na publiczności, więc zdecydowałem się na rekreacyjny start w pucharze. Jaki start taki wynik ;). W eliminacjach zaliczyłem jedynie siedem z jedenastu topów, jednak zabawa była przednia. Olo, Ziółek i Julia w roli routesetterów odwalili kawał dobrej roboty, a zwycięskie statuetki zgarnęła Sylwia Buczek i Kamil Ferenc. Poniżej kilka kadrów z imprezy. Aha, byłbym zapomniał. Rodellar odwołany, ale nie ma tego złego. Za dwa tygodnie wylatuję na 14 dni do Saint Léger, obym zdążył złapać trochę formy!

Kuba Główka

Kuba Główka

Karina Mirosław

Karina Mirosław

Ewa Załuska

Ewa Załuska

Tymczasem w strefie izolacji...

Tymczasem w strefie izolacji…

Maciek Sitarz

Maciek Sitarz

"Sport to zdrowie"

„Sport to zdrowie”

Pokazy slackline, w tle arena zmagań

Pokazy slackline, w tle arena zmagań

Ksywka zobowiązuje. Maciek "Lesser" Gajewski w trakcie półfinałów :)

Ksywka zobowiązuje. Maciek „Lesser” Gajewski w trakcie półfinałów :)

Zmagania z kontuzją

broken

Przyznam, że nie było mi łatwo zebrać się do napisania tego posta. Ostatnie tygodnie zamiast spędzać w westowych ogródkach skalnych, próbując coraz dłuższe i coraz trudniejsze linie spędziłem rozbijając się po lekarzach z nadzieją, że jeszcze w tym sezonie będę mógł się mocno powspinać. Niestety, mimo usilnych prób nadal nie udało mi się dowiedzieć czy taka sytuacja nastąpi…

DSC_0008_1

Co mi w końcu jest???

Wszystko zaczęło się w połowie czerwca od niepozornego „kliknięcia” w stawie. Dzień później obudziłem się ze sporym bólem w mniejszym stawie fakera, ale już po 24 godzinach dolegliwości znacznie się zmniejszyły i postanowiłem zachowując wszelkie środki ostrożności kontynuować zaplanowany trening. „Oszukując” kontuzję chwytami w piramidkę, czy po prostu obwodami po dobrych chwytach, a na naszej jurze zmieniając dwójkę A (faker + serdeczny) na dwójkę  C (mały palec + serdeczny) otarłem się o sukces na Tyranie (spadłem po cruxowym ruchu chyba nie wierząc, że mimo uszkodzonego fakera jestem w stanie wyjść z małej, kończącej trudności dwójki), a tydzień później wciągnąłem trzy sześć szóstki dzień po dniu. Forma była, co do tego nie miałem wątpliwości, jednak rozsądek podpowiedział, że warto odpuścić na kilka dni by rzeczony staw miał chwilę na całkowite wygojenie. I tu zaczęły się schody. Im dłużej restowałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że ta kontuzja to nie błahostka.

DSC_0001_1

Złoty zestaw – chłodzenie, smarowanie i rehabilitacja

Mimo kolejnych TYGODNI bez wspinania palec nie dawał żadnych oznak poprawy. Dwa badania USG, w tym drugie u dr. Czyrnego uznawanego za autorytet w kwestii kontuzji palców nie wykazały żadnych zmian patologicznych. Troczki, ścięgna, kości, wszystko całe, podejrzenia padły więc na chrząstkę stawową… Dziś jestem już po ponad dwóch miesiącach od kontuzji, a palec nadal nie pozwala mi na jakiekolwiek siłowe ćwiczenia czy wspinanie. Od jakiegoś czasu zadowalam się niekończącymi się obwodami po klamach oraz licznymi ćwiczeniami dodatkowymi. Na dobre zaprzyjaźniłem się z kółkami gimnastycznymi, a nawet ze sztangą.

Lomogram_2014-08-16_12-26-15-PM

Rozpiętki, wypory, wagi, przysiady itd. czyli jak się nie nudzić w resta

Tydzień temu rozpocząłem fizjoterapię, a za parę dni idę do kolejnego ortopedy. Od wyniku tej wizyty uzależniam planowany na koniec września wyjazd do Rodellaru. Trzymajcie kciuki!!! Jak mi starczy motywacji to może wrzucę niedługo post o… motywacji ;)

Trzy razy VI.6, czyli długi weekend na jurze

Powiem szczerze, że przed wyjazdem nie planowałem wstawek w żadną z wymienionych poniżej dróg. Założenie było jedno – trochę się powspinać, biorąc poprawke na bolącego fakera…

Czterodniowy wyjazd zaczął się dość leniwie. W czwartek zabrałem się za wspinanie dopiero pod wieczór, a wstawki w projekt sugerowały, że jest trochę za ciepło i generalnie coś jest nie tak. Ewidentnie potrzebowałem powspinać się po czymś innym, w dawno nie odwiedzanych miejscach. Wybór padł na Rzędkowice, gdzie dość szybko przechodzę najtrudniejszą propozycę rejonu, czyli 622 Upadki Bunga za VI.6. Droga – bulder, gdyż po startowym trzy ruchowym cruxie do stanowiska prowadzi nas 15metrów terenu za VI.1. Przejście sprawia mi sporą ulgę, bo cztery lata temu  wstawka we wspomnianego balda skończyła się dla mnie zerwanym troczkiem.

Pocztówka z Podzamcza

Pocztówka z Podzamcza

W sobotę uderzamy na podzamczański Gołębnik, gdzie za cel obieram sobie wybitnie płytową Infamię, również VI.6. Ku mojemu zdziwieniu już w drugiej próbie wpinam się do stanowiska! Aż ciężko uwierzyć, że dwa lata temu wędkując drogę nie mogłem posklejać ruchów. Z bananem na ustach ruszam w stronę „Stodoły” po zasłużone lody z bitą śmietaną i malinami ;P

Crux na Alis in the sky, fot. Konrad Boczyński

Crux na Alis in the sky, fot. Konrad Boczyński

Dzień czwarty, na pytanie – gdzie dzisiaj –  odpowiadam – obojętnie – jednak ze względu na lekkiego kaca po sobotnim wieczorze ekipa zdaje się na mnie i po chwili lądujemy w mało popularnej Bogdance (koło Jastrzębnika). Plan jest prosty, wstawić się w nową propozycję Przemka Mizery. Efekt? Pierwsze powtórzenie Alis In the sky i to w drugiej próbie! Droga po prostu powala na kolana! Kompresyjne wspinanie po oblakach i krawądkach, a do tego trzyma do samego końca! Zero kutych chwytów, zero ograniczników, prawdziwa podlesicka perełka! Wycena VI.6 wydaje się odpowiednia, choć raczej z dolnej granicy tego stopnia. Może kolejne powtórzenia rzucą więcej światła na trudności.

Łukasz i "Zabłęda", VI.2/2+ w Bogdance

Łukasz i „Zabłęda”, VI.2/2+ w Bogdance

Do następnego weekendu!

Jurajski Top 10

Podczas zeszłego weekendu nabawiłem się kontuzji fakera. Z pozoru niewielki uraz okazał się całkiem poważny i musiałem odwołać planowany na Boże Ciało wyjazd na Frankenjurę, a także ograniczyć obciążenia treningowe. Nie ma jednak tego złego i wolny czas wykorzystałem na doszlifowanie zalegającego już od jakiegoś czasu na dysku artykułu…

Zainspirowany niegdysiejszą serią na climb.pl – „Top Ten” postanowiłem stworzyć własne, jurajskie zestawienie dróg, które według mnie „powalają na kolana”. Na początek jednak parę wyjaśnień:
Po pierwsze moje zestawienie to Top 14, bo nie zmieściłem się w dyszce. Po drugie starałem się przedstawić po jednej (przy 4+/5 i VI.5 się nie udało) drodze z każdej trudności pomiędzy VI.2+ i VI.6+, wiec drogi nie są posortowane pod kątem urody, a jedynie trudności. I po trzecie pamiętajcie, że jest to bardzo subiektywna selekcja i traktujcie ją z dużym dystansem. Poniższe drogi wybrałem z grupy kilkuset jurajskich linii, które pokonałem i w których mnie coś urzekło. ///Uwaga/// Niektóre opisy flashują drogi!

Maciek na Tańcu Ze Słoniem, droga niestety nie zmieściła się w zestawieniu

Maciek na Tańcu Ze Słoniem, droga niestety nie zmieściła się w zestawieniu

  1. Filar Cimy VI.2+, Podzamcze – Jeśli Podzamczańskie Cimy kojarzą wam się z czochraniem po połogach płytach to polecam wycieczkę na tę drogę. Znajdziecie tu prawie wszystko, bulder po oblakach, techniczny filar, czujny trawers z lufą pod nogami no i końcowe przewieszenie, rewelacja.
  2. Hokej z prostowaniem VI.3, Popielarka – Dolny, wiodący techniczna rysą fragment drogi zrzucił już niejednego mocnego panelowca, jednak niesamowita górna partia rekompensuje wszelkie cierpienia. Niełatwa w tym stopniu!
  3. Niebieskie Karimaty VI.3+, Okiennik Wielki – Totalny jurajski klasyk! 20metrów czołgania po płycie podprowadza nas pod końcową przewieszkę.

    Pion absolutny czyli Duża Cima. Na pierwszym planie Filar, w oddali wspinam się po Potędze Trójkątów. Fot. Marta Czajkowska

    Pion absolutny czyli Duża Cima. Na pierwszym planie Filar, w oddali wspinam się po Potędze Trójkątów. Fot. Marta Czajkowska

  4. Kafar Ponury VI.4, Suchy Połeć – Duże chwyty, długie ruchy, nie najmniejszy ciąg, czego chcieć więcej? Dobra na OS.
  5. Niemyte Dusze VI.4+, Gołębnik – Prawdziwy test umiejętności wspinania w płycie.  Do tego przyda się zapas wytrzymałości – przedramion i łydek. Dodatkowa gwiazdka za nazwę.
  6. Porozmawiajmy o Kobietach VI.4+/5, Góra Kołoczek – I znowu wspaniała nazwa. To ona przyciągnęła mnie 7lat temu pod tę drogę i jak się okazało było warto! Wybitnie bulderowy start w 40 stopniach przewieszenia wyprowadza nas na łatwą, połogą płytkę, z której nie można już spaść. Czyżby? ;)

    Czołowa ściana Gołębnika. Z lewej Niemyte Dusze, środkowym brzuszkiem wiedzie Udręka i Ekstaza, a przy prawej krawędzi zdjęcia słynne Pandemonium.

    Czołowa ściana Gołębnika. Z lewej Niemyte Dusze, środkowym brzuszkiem wiedzie Udręka i Ekstaza, a przy prawej krawędzi zdjęcia słynne Pandemonium.

  7. Supernowa VI.4+/5, Suchy Połeć – Na skale pod drogą widnieje wycena 7c, co bardziej odpowiada jej charakterowi. Solidne zgięcia po klamach w wybitnym jak na jurę przewieszeniu prowadzą na raczej łatwy połóg, to jednak nie koniec! Tuż przed stanem czekają na nas dwa metry przewieszonka, których statyczne przejście po dziś dzień pozostaje dla mnie zagadką.
  8. Mandala życia VI.5 – Honorna droga na honornej ścianie, końcowy trawers wydłuża ją do prawie trzydziestu metrów!  Zdecydowanie mile widziany zapas wytrzymałości, oczywiście o ile targniecie z fakera na starcie…
  9. Odlot Proroka VI.5, Pochylec – Ci co o Pochylcu mówią, że dużo betonu, że brzydkie otoczenie i że hałas zdecydowanie mają rację :). Ale czym są te drobiazgi w obliczu najbardziej westowego wspinania na jurze? Odlot Proroka to 30metrów napierania od początku do końca w przewieszeniu, do tego po dużych chwytach i z cruxem na końcu, palce lizać!

    Koniec Wyścigu parę lat temu ;) fot. Magda Nadolna

    Koniec Wyścigu parę lat temu ;) fot. Magda Nadolna

  10. Koniec wyścigu VI.5, Okiennik Wielki – Kolejna rewelacyjna wspinaczka na Okienniku. Na starcie wydup, w środku progresywnie przewieszająca się płyta, a na deser obłe odciągi w rysie, trzyma do końca! Ciekawostką są również występujące tu w dużej liczbie malutkie, wystające ze skały, czarne „chrupki”.
  11. Udręka i ekstaza VI.5+, Gołębnik – Trzy gwiazdki za nazwę ;] Do tego kolejnych parę za długość i estetykę ruchów i jedna ujemna za wykute chwyty. Prawda, że bilans wychodzi zdecydowanie na plus? Trudna w tym stopniu.
  12. Skrzydełko VI.5+/6, Popielarka – Wraz z Powitaniem Wiosny uznawana za najlepszy jurajski filar. Ciągowe, ultra techniczne wspinanie. Mnóstwo haczeń pięty, balansu i łapania ostrza filara na ścisk.  Brawa dla Mirka Wódki za otwarcie obu tych dróg!

    Popielarka i imponujące Skrzydełko. Z prawej widać też odstrzeloną płytę Hokeja.

    Popielarka i imponujące Skrzydełko. Z prawej widać też odstrzeloną płytę Hokeja.

  13. Dyskopatia VI.6, Jastrzębnik – Dwa światy. Najpierw lekki ciąg zakończony przewieszeniem po dobrych dziurach, a później bardzo techniczna płyta „po niczym”. To która z tych części jest trudniejsza pozostaje tematem dyskusji.
  14. Potęga Trójkątów VI.6+ – Genialna linia. Prawdziwa perełka jurajskiego wspinania. Ponad czterdzieści wymagających przechwytów, z których jednym z najtrudniejszych jest ruch to topu. Dla mnie niezapomniana przygoda.
Przechwyty Potęgi Trójkątów. Fot. Wojtek Ryczer

Przechwyty Potęgi Trójkątów. Fot. Wojtek Ryczer

Przeglądając wymienione drogi, nie trudno zauważyć powtarzające się sektory – Okiennik, Duża Cima, Suchy Połeć, Pochylec, Gołębnik, Popielarka i Jastrzębnik. Gdybym miał stworzyć TOP 7 skał jury to składał by się on właśnie z tych pozycji. Wiec jeśli jeszcze ich nie odwiedziliście, to radzę czym prędzej to nadrobić :).

I na koniec czołowa Jastrzebnika.

I na koniec czołowa Jastrzebnika.

 

 

 

 

Szkolenia, Biblioteka i ładne dziewczyny…

Wiosna w pełni. W jeden weekend lampa i 30 stopni, w inny zlewa i 15, a jak już się trafi przyjemne 20, to człowiek musi lawirować między rejonami uciekając przed złowieszczymi cumulonimbusami. „Sorry, taki mamy klimat”. Zresztą ma to swój urok, wiec nie ma co za dużo narzekać. Wspinać się dało i to całkiem przyjemnie.

W pierwszej połowie maja poprowadziłem dwa kursy skałkowe, było sporo śmiechu, a czasami trochę strachu  ale oba szkolenia wyszły naprawdę fajnie. Wszystkim kursantom serdeczne dzięki za wspólnie spędzony czas!

Paweł na „wielowyciągówce”

Paweł na „wielowyciągówce”

Po okresie szkoleń przyszedł czas na sprawdzian czy sardyńskie klify nie wyssały ze mnie za dużo energii. Na szczęście nie było tak źle i już w pierwszy „wolny” majowy weekend robię Kant Finansowy VI.4+/5 OS, a w kolejny dość szybkie(bo już w czwartej próbie) powtórzenie Chucka za VI.6.

Kant Finansowy, fot. Marcin Ciepielewski

Kant Finansowy, fot. Marcin Ciepielewski

Obie drogi znajdują się na bibliotece i obie oferują rewelacyjne, choć zgoła odmienne wspinanie. Kant… to dość ciągowa linia po obłych odciągach, wiodąca bardzo estetycznym filarem. Zdecydowany klasyk rejonu! Chuck natomiast (nazwa może wydawać się dziwna póki nie połączymy jej z nazwą znajdującego się obok projektu – Core) to projekt Jacy Matuszka poprowadzony po raz pierwszy rok temu przez Łukasza Dudka. Obu Panom należą się wielkie brawa, bo Chuck to na prawdę ciekawa propozycja. Droga jest co prawda krótka (7wpinek) ale oferuje świetne, siłowe wspinanie w dwudziestostopniowym przewieszeniu i co ciekawe, po dość sporych chwytach! Miłośników przewieszeń oraz wszystkich, dla których Jura to połogie płyty po niczym zapraszam do wstawek!

I na koniec obiecane ładne dziewczyny ;)

Ewa...

Ewa…

...i Kasia

…i Kasia