Puchar Polski w Prowadzeniu – Toruń

Pierwsza edycja PP z liną i od razu życiowy wynik :] Piąte miejsce, do pudła zabrakło trzech ruchów. Teraz pora na 4dniowy mikrocykl na siłę ( ;] ), bo w piątek PP w bulderingu na Bloco. Tydzień później znowu lina, chodzą plotki że w Tarnowie. Potem buldery na KFG i znowu lina we Wrocławiu. Będzie intensywnie!

Szymon po topie w eliminacjach

Szymon po topie w eliminacjach

Imponująca 17,5-metrowa ściana w Toruniu

Imponująca, ponad 17-metrowa ściana w Toruniu

Marcin Wszołek i Michał Łodziński - ekipa odpowiedzialna za drogi. Spisali się całkiem nieźle!

Marcin Wszołek i Michał Łodziński – ekipa odpowiedzialna za drogi. Spisali się całkiem nieźle!

Ostateczna kolejność u Panów. Tym razem wygrał gość z Kaliningradu - Oleq Smirnov

Ostateczna kolejność u Panów. Tym razem wygrał gość z Kaliningradu – Oleq Smirnov

Tyrannosaurus rex

Ból palców, porozcinane opuszki, dziura w bucie i droga legenda na koncie. To bilans minionego weekendu :]

Podczas prób w czerwcu, fot. Maciek Ostrowski

Podczas prób w czerwcu, fot. Maciek Ostrowski

Moja znajomość z Tyranem przerodziła się w całkiem ciekawą przygodę z dramatycznym finiszem i szczęśliwym zakończeniem. Jeszcze rok temu wmawiałem sobie, że nigdy nie zrobię tej mitycznej płytki. Bo za krótka, bo trzeba zapinać, bo nie złapię „wkrętki”. Co więcej, po pierwszej wstawce w maju tego roku nie zmieniłem jakoś specjalnie zdania, przynajmniej w kwestii długości i zapinania, bo wkrętkę oczywiście złapałem ;]. Potem poszło już z górki. Po paru próbach byłem w stanie przechodzić drogę z jednym blokiem, ale wciąż bez najtrudniejszego ruchu. Po ok. 8 wstawkach, rozłożonych ze względu na pękającą skórę na 4dni, zacząłem też kleić najtrudniejszy ruch ze słynnych robinhoodków. I w momencie, gdy droga była już na wyciągniecie ręki, gdzieś w Smoleniu, na jakiejś drodze, strzeliło mi coś w palcu…

Lekko rozmazane zdjęcie z przejścia, fot. Mateusz Czempiel

Lekko rozmazane zdjęcie z przejścia, fot. Mateusz Czempiel

Na miejsce wróciłem 3tygodnie temu, nieśmiało przypominając sobie patenty i testując odzwyczajone od wapienia palce. Dwie próby i „zobaczymy co będzie za tydzień”. Tydzień później było już całkiem dobrze, ale to jeszcze nie to. Znów dwie próby i „za tydzień a muerte”.

I już z legendą na koncie :]

I już z legendą na koncie :]

A w ten weekend? Gdyby któryś z pogromców Tyrana oglądał moje wstawki to pewnie parskał by śmiechem. W pierwszej próbie spadam za cruxem siedem ruchów przed stanem kompletnie tracąc czucie w zmarzniętych palcach. Zjeżdżam, łapię oddech, przewiązuję się i uderzam ponownie, tym razem spadam 4 ruchy od stanu (teraz się śmiejecie ;] ) i nawet nie wiem czemu. Kolejna próba to już nie to. Pakuję się i stwierdzam, ze ten jeden raz zaryzykuję wstawki 2dni pod rząd. W niedziele warun idealny, 9stopni i lampa. Podczas rozgrzewki stwierdzam, że skóra nie wytrzyma nawet jednej próby. Plastruję więc kluczowy opuszek, a plaster ściągam zębami dopiero przed robinhoodkami. Plecki, plecki, wstawienie nóg. Utrzymuję dwójkę, przejście nogami i spokojnie sięgam do wpinkowej krawądki. Tym razem się nie poddam, magnezjując na każdym ruchu, lekko drżąc mijam miejsce gdzie wczoraj spadłem. Wpinam się do łańcucha i kończę drogę wyjściem na pik. Zrobione, mam ochotę zjechać i przejsć ją jeszcze raz . Droga legenda. VI.7. Idealny prezent na urodziny.

Wczorajszy zachód słońca uchwycony telefonem

Wczorajszy zachód słońca uchwycony telefonem

Teraz czas zaleczyć palce. Jura musi poczekać do przyszłego sezonu.

Eksploracyjny weekend

Cóż to był za weekend! Doskonała pogoda, świetne warunki do wspinania, piękne jesienne krajobrazy, doborowe towarzystwo i eksploracja nowych rejonów. Czego chcieć więcej? :)

Dziewica

Dziewica

Sobotę zaczęliśmy dość niepozornie, odwiedzając stary dobry Kołoczek. Chłopaki ruszyli na słynną Skorkówkę, a ja za namową Maćka poszedłem zerknąć na Dziewicę od strony zachodniej. I nagle niespodzianka! Moim oczom ukazuje się 20metrowa ściana z kilkoma imponująco prezentującymi się liniami. Na pierwszy ogień wszyscy trzej robimy Filar Marcisza za VI.3. Droga mimo nazwy nie wiedzie filarem, ale ciągiem małych rysek oferując techniczne wspinanie (haczenia pięt!) i ciąg od pierwszej wpinki aż do stanowiska.

Arek Smaga i Filar Marcisza – VI.3 fl

Arek Smaga i Filar Marcisza – VI.3 fl

Po ściągnięciu ekspresów przenosimy sie obok na nie mniej imponujący filarek. Nie dla peca ta kieca oscyluje trudnościami wokół VI.5/5+ i oferuje tym razem raczej bulderowe, ale nie mniej techniczne wspinanie po obłych odciągach.  Z drogą rozprawiam się w drugiej, a chłopaki w trzeciej próbie. Co więcej okazuje się, ze dla Arka była to życiówka jednak po wpięciu się do stanu powstrzymał okrzyk radości tłumacząc się słowami „…czułem, że mi się należy” ;]

Jest i nagroda

Jest i nagroda

W niedzielę startujemy bardzo leniwie. Być może ma to związek z imprezą UKA, na której poprzedniego dnia balowaliśmy do nocy… W każdym razie po dużym śniadaniu i dwóch kawach już o 13 jesteśmy w Łężcu… Gdzie?! No właśnie. Łężec to grupa skał położona tuż przy ośrodku w Morsku. Parkujemy na terenie hotelu i po 150metrach czerwonego szlaku jesteśmy już przy pierwszej ścianie. Mniej leniwi mogą też podejść od słynnej wiaty ok 8minut pod górę, równolegle do stoku narciarskiego.

Maciek Bukowski podczas przejścia Bożej inwazji VI.5+

Maciek Bukowski podczas przejścia Bożej inwazji VI.5+

Na miejsce dotarliśmy za namową Janka Sokołowskiego, który otworzył tutaj nową, trudną drogę. Boża inwazja okazuje się prawdziwą petardą! Bardzo nietypowa dla Jury skała. Na starcie wita nas pięcioruchowy estetyczny bulder zakończony efektowną bańką. Ruchy rodem z Ceuse. Dalej następuje rest i drugi, bardziej techniczny crux zakończony dynamicznym ruchem do klamy. W tym miejscu droga się nawet lekko przewiesza. Ostatnie metry to swoista nagroda za przejście trudności, duże zaginające się miski prowadzą nas wprost pod łańcuch. Robiąc pierwsze (Maciek) i drugie (Ja) powtórzenie drogi, potwierdzamy autorską wycenę VI.5+ podobnie jak autor zachęcając do wstawek, naprawdę warto!

Tuż przed zachodem słońca Maciek wiesza jeszcze ekspresy na innej, nie mniej imponującej nowości. Bruno & Toni za VI.5+ udaje mi się wciągnąć w drugiej próbie przy ostatnich promieniach słońca. Wielkie gratulacje dla Przemka Mizery za odkrycie tej linii! A jaki ma charakter? Podpowie wam zdjęcie poniżej ;]

 

Maciek podczas próby na Bruno & Toni – nie, to nie fotomontaż ;)

Maciek podczas próby na Bruno & Toni – nie, to nie fotomontaż ;)

 

Po trzech miesiącach przerwy od Jury, dostaję prezent w postaci dwóch wspaniałych weekendów i coraz mniej dokuczającej kontuzji. Oby pogoda utrzymała się jak najdłużej to może uda mi się jeszcze powalczyć na czymś trudnym…

Saint Léger – wspinaczkowa perła Prowansji

Marcin „Zielony” Zieliński na Maquerelle de boeuf 8a

Marcin „Zielony” Zieliński na Maquerelle de boeuf 8a

Po 15 latach wspinania i dziesiątkach odwiedzonych rejonów, wydawało mi się, że naprawdę sporo już wiem, przynajmniej o zachodnioeuropejskich ogródkach skalnych. Ten wyjazd jednak zmienił moje podejście…
–  Gdzie jedziecie? St. Leger? Na południu Francji? Tak, też słyszałem że jest ok. Wolałbym (6-ty raz) do Rode, ale skoro nie dacie się namówić to dolecimy do tej Prowansji…
Tak było 3 tygodnie temu, jednak już parę dni później naszym oczom ukazała się prawdziwa wspinaczkowa perełka, a raczej duża perła.

Nasza fura w skały

Nasza fura w skały

Zanim przejdę do opisów samych skał, zacznę od informacji, która może nie spodobać się wspinaczom typu „imprezowicz”. W St. Léger nie pobalujesz ;] Nie mówię oczywiście o wieczornych kalamburach w towarzystwie kilku butelek francuskiego wina, bo to wychodzi tam doskonale. Natomiast poza kilkoma domkami mieszkalnymi i kościółkiem, na miejscu nie ma kompletnie nic. Sklepu, baru, knajpy czy nawet kempingu (ten akurat jest ale parę kilometrów dalej), tylko cisza, spokój i szum rzeki. Co ciekawe nie ma nawet ludzi. W skałach, w największych sektorach spotykamy po 2-3 zespoły, a w pozostałych jesteśmy zazwyczaj sami. Gratka dla osób szukających odpoczynku.

Całymi dniami towarzyszy nam widok Mount Ventoux – 1912 m n.p.m.

Całymi dniami towarzyszy nam widok Mount Ventoux – 1912 m n.p.m.

No ale co z tym wspinaniem? Obłędne! Przeważają lekkie i średnie przewieszenia oraz typowo hiszpańskie kaloryfery, ale zwolennicy krawądek czy wspinania w dachu także znajdą coś dla siebie, bo rejon jest naprawdę ogromny. Polecam zabrać co najmniej 70metrową linę i nie mały zapas wytrzymałości. Oczywiście amatorzy krótkich bulderowych dróg również będą mieli gdzie powalczyć, ale trzydziesto czy czterdziesto metrowe maratony są tutaj prawdziwą wizytówką rejonu.

Gdzie jest wspinacz? Gąszcz kaloryferów w największym sektorze – La Baleine

Gdzie jest wspinacz? Gąszcz kaloryferów w największym sektorze – La Baleine

Poza świetnym wspinaniem, pięknymi krajobrazami i brakiem tłumów, jeszcze dwa drobiazgi wyjątkowo poprawiają estetykę miejsca. Po pierwsze drogi są w 99% naturalne. W przeciwieństwie do nierzadko przypominających cementownię hiszpańskich przewieszeń, czy znanych nie tylko z naszej Jury zastosowań dłuta, w St. Léger wspinasz się po niemal dziewiczych drogach. Co więcej, jedynie największe klasyki posiadają wyraźniejsze ślady gumy na stopniach, a zamiast wyślizganych chwytów znajdziemy tutaj skałę o często aż za ostrej fakturze. A po drugie? Patrz zdjęcie poniżej.

Połączenie praktyki (łatwiej znaleźć drogę) i estetyki – tabliczki z nazwami dróg

Połączenie praktyki (łatwiej znaleźć drogę) i estetyki – tabliczki z nazwami dróg

Z informacji praktycznych warto jeszcze wspomnieć o najlepszym czasie do wspinania oraz o trudności dróg. Sektory dzielą się mniej więcej po połowie jeśli chodzi o ściany w słońcu i w cieniu, co najtwardszym zawodnikom pozwoli na wspin przez cały rok. Jednak poza twardzielami (zima) i plażowiczami (lato) najlepszy czas na wspinanie znajdziecie wiosną i jesienią. Co do dróg natomiast to muszę zaznaczyć, że nie jest to rejon dla początkujących. Oczywiście amatorzy francuskich szóstek nie będą się tu nudzili, a niejedna siódemka a czy b urzekła mnie swoją urodą, trzeba jednak przyznać, że najciekawsze drogi mieszczą się tutaj w przedziale 7c+ – 8b+.

Selfie na rewelacyjnym 40metrowym 6b+. Po prawej stanowisko z drzewa

Selfie na rewelacyjnym 40metrowym 6b+. Po prawej stanowisko z drzewa

Ja tym razem postawiłem na szybkie RP. Dzięki temu przez 9dni wspinania zwiedziłem sporą ilość sektorów, oraz miałem pod kontrolą jeszcze nie zagojoną kontuzję. Poniżej ciekawsze z pokonanych dróg.

- Abrège Nief 8b – klasyk sektora Nabab, dwadzieścia kilka ruchów trudności w sporym przewieszeniu, po dobrych chwytach.
- La ballade d’Abdallah 8a+ – ciąg krawądek w lekkim przewieszeniu, później dla smaku techniczna mantla. Jedyne 8a+ na North Face.
- Dis mois qui tu suis, je te dirai qui tu hais 8a – długa nazwa i długa droga J. Trzygwiazdkowy wspin, czysta wytrzymałość, trzyma aż do łańcucha.
- Un monde sans Gaucho est sans issue 8a – po 25m wspinania zabrakło sześciu ruchów do OSa… Świetna droga!
- Quand le blues l’emporte sur la raison 8a – dość duży przewis i dość siłowe ruchy.

Saint Léger du Ventoux

Saint Léger du Ventoux

Oooore, ooooreee, szaba daba da...

Oooore, ooooreee, szaba daba da…

DSC_0232_1

 

Zako Bulder Power

W zestawieniu z ostatnim postem, powyższy tytuł może wydawać się zaskoczeniem, więc już wszystko tłumaczę. Nie, nie nastąpiło cudowne ozdrowienie ;) jednak po dwóch tygodniach godzinnych zabiegów fizjoterapii ból palca zmalał do tego stopnia, że zacząłem się wpinać. Paradoksalnie największe ograniczenie występuje przy wyciągniętym chwycie i o łapaniu dwójek mogę na razie zapomnieć, jednak na krawądkach zaczynam sobie już jakoś radzić. I tak zrodził się pomysł, żeby zamiast siedzieć w weekendy w domu (jura odpada) wybrać się na tatrzańskie ekstremy Mnicha. Plany były ambitne, niestety niestabilna pogoda szybko je zweryfikowała. Wyjazdu jednak nie było co odwoływać, bo połowa składu w aucie zamiast w Tatry, jechała do Zakopanego na Zako Bulder Power – drugą edycję Pucharu Polski w Bulderingu. Jak łatwo się domyślić nie byłbym w stanie bezczynnie wysiedzieć na publiczności, więc zdecydowałem się na rekreacyjny start w pucharze. Jaki start taki wynik ;). W eliminacjach zaliczyłem jedynie siedem z jedenastu topów, jednak zabawa była przednia. Olo, Ziółek i Julia w roli routesetterów odwalili kawał dobrej roboty, a zwycięskie statuetki zgarnęła Sylwia Buczek i Kamil Ferenc. Poniżej kilka kadrów z imprezy. Aha, byłbym zapomniał. Rodellar odwołany, ale nie ma tego złego. Za dwa tygodnie wylatuję na 14 dni do Saint Léger, obym zdążył złapać trochę formy!

Kuba Główka

Kuba Główka

Karina Mirosław

Karina Mirosław

Ewa Załuska

Ewa Załuska

Tymczasem w strefie izolacji...

Tymczasem w strefie izolacji…

Maciek Sitarz

Maciek Sitarz

"Sport to zdrowie"

„Sport to zdrowie”

Pokazy slackline, w tle arena zmagań

Pokazy slackline, w tle arena zmagań

Ksywka zobowiązuje. Maciek "Lesser" Gajewski w trakcie półfinałów :)

Ksywka zobowiązuje. Maciek „Lesser” Gajewski w trakcie półfinałów :)

Zmagania z kontuzją

broken

Przyznam, że nie było mi łatwo zebrać się do napisania tego posta. Ostatnie tygodnie zamiast spędzać w westowych ogródkach skalnych, próbując coraz dłuższe i coraz trudniejsze linie spędziłem rozbijając się po lekarzach z nadzieją, że jeszcze w tym sezonie będę mógł się mocno powspinać. Niestety, mimo usilnych prób nadal nie udało mi się dowiedzieć czy taka sytuacja nastąpi…

DSC_0008_1

Co mi w końcu jest???

Wszystko zaczęło się w połowie czerwca od niepozornego „kliknięcia” w stawie. Dzień później obudziłem się ze sporym bólem w mniejszym stawie fakera, ale już po 24 godzinach dolegliwości znacznie się zmniejszyły i postanowiłem zachowując wszelkie środki ostrożności kontynuować zaplanowany trening. „Oszukując” kontuzję chwytami w piramidkę, czy po prostu obwodami po dobrych chwytach, a na naszej jurze zmieniając dwójkę A (faker + serdeczny) na dwójkę  C (mały palec + serdeczny) otarłem się o sukces na Tyranie (spadłem po cruxowym ruchu chyba nie wierząc, że mimo uszkodzonego fakera jestem w stanie wyjść z małej, kończącej trudności dwójki), a tydzień później wciągnąłem trzy sześć szóstki dzień po dniu. Forma była, co do tego nie miałem wątpliwości, jednak rozsądek podpowiedział, że warto odpuścić na kilka dni by rzeczony staw miał chwilę na całkowite wygojenie. I tu zaczęły się schody. Im dłużej restowałem, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że ta kontuzja to nie błahostka.

DSC_0001_1

Złoty zestaw – chłodzenie, smarowanie i rehabilitacja

Mimo kolejnych TYGODNI bez wspinania palec nie dawał żadnych oznak poprawy. Dwa badania USG, w tym drugie u dr. Czyrnego uznawanego za autorytet w kwestii kontuzji palców nie wykazały żadnych zmian patologicznych. Troczki, ścięgna, kości, wszystko całe, podejrzenia padły więc na chrząstkę stawową… Dziś jestem już po ponad dwóch miesiącach od kontuzji, a palec nadal nie pozwala mi na jakiekolwiek siłowe ćwiczenia czy wspinanie. Od jakiegoś czasu zadowalam się niekończącymi się obwodami po klamach oraz licznymi ćwiczeniami dodatkowymi. Na dobre zaprzyjaźniłem się z kółkami gimnastycznymi, a nawet ze sztangą.

Lomogram_2014-08-16_12-26-15-PM

Rozpiętki, wypory, wagi, przysiady itd. czyli jak się nie nudzić w resta

Tydzień temu rozpocząłem fizjoterapię, a za parę dni idę do kolejnego ortopedy. Od wyniku tej wizyty uzależniam planowany na koniec września wyjazd do Rodellaru. Trzymajcie kciuki!!! Jak mi starczy motywacji to może wrzucę niedługo post o… motywacji ;)