Trzy razy VI.6, czyli długi weekend na jurze

Przyznam szczerze, że przed wyjazdem nie planowałem wstawek w żadną z wymienionych poniżej dróg. Założenie było jedno – trochę się powspinać, biorąc poprawke na bolącego fakera…

Czterodniowy wyjazd zaczął się dość leniwie. W czwartek zabrałem się za wspinanie dopiero pod wieczór, a wstawki w projekt sugerowały, że jest trochę za ciepło i generalnie coś jest nie tak. Ewidentnie potrzebowałem powspinać się po czymś innym, w dawno nie odwiedzanych miejscach. Wybór padł na Rzędkowice, gdzie dość szybko przechodzę najtrudniejszą propozycę rejonu, czyli 622 Upadki Bunga za VI.6. Droga – bulder, gdyż po startowym trzy ruchowym cruxie do stanowiska prowadzi nas 15metrów terenu za VI.1. Przejście sprawia mi sporą ulgę, bo cztery lata temu  wstawka we wspomnianego balda skończyła się dla mnie zerwanym troczkiem.

Pocztówka z Podzamcza

Pocztówka z Podzamcza

W sobotę uderzamy na podzamczański Gołębnik, gdzie za cel obieram sobie wybitnie płytową Infamię, również VI.6. Ku mojemu zdziwieniu już w drugiej próbie wpinam się do stanowiska! Aż ciężko uwierzyć, że dwa lata temu wędkując drogę nie mogłem posklejać ruchów. Z bananem na ustach ruszam w stronę „Stodoły” po zasłużone lody z bitą śmietaną i malinami ;P

Crux na Alis in the sky, fot. Konrad Boczyński

Crux na Alis in the sky, fot. Konrad Boczyński

Dzień czwarty, na pytanie – gdzie dzisiaj –  odpowiadam – obojętnie – jednak ze względu na lekkiego kaca po sobotnim wieczorze ekipa zdaje się na mnie i po chwili lądujemy w mało popularnej Bogdance (koło Jastrzębnika). Plan jest prosty, wstawić się w nową propozycję Przemka Mizery. Efekt? Pierwsze powtórzenie Alis In the sky i to w drugiej próbie! Droga po prostu powala na kolana! Kompresyjne wspinanie po oblakach i krawądkach, a do tego trzyma do samego końca! Zero kutych chwytów, zero ograniczników, prawdziwa podlesicka perełka! Wycena VI.6 wydaje się odpowiednia, choć raczej z dolnej granicy tego stopnia. Może kolejne powtórzenia rzucą więcej światła na trudności.

Łukasz i "Zabłęda", VI.2/2+ w Bogdance

Łukasz i „Zabłęda”, VI.2/2+ w Bogdance

Do następnego weekendu!

Jurajski Top 10

Podczas zeszłego weekendu nabawiłem się kontuzji fakera. Z pozoru niewielki uraz okazał się całkiem poważny i musiałem odwołać planowany na Boże Ciało wyjazd na Frankenjurę, a także ograniczyć obciążenia treningowe. Nie ma jednak tego złego i wolny czas wykorzystałem na doszlifowanie zalegającego już od jakiegoś czasu na dysku artykułu…

Zainspirowany niegdysiejszą serią na climb.pl – „Top Ten” postanowiłem stworzyć własne, jurajskie zestawienie dróg, które według mnie „powalają na kolana”. Na początek jednak parę wyjaśnień:
Po pierwsze moje zestawienie to Top 14, bo nie zmieściłem się w dyszce. Po drugie starałem się przedstawić po jednej (przy 4+/5 i VI.5 się nie udało) drodze z każdej trudności pomiędzy VI.2+ i VI.6+, wiec drogi nie są posortowane pod kątem urody, a jedynie trudności. I po trzecie pamiętajcie, że jest to bardzo subiektywna selekcja i traktujcie ją z dużym dystansem. Poniższe drogi wybrałem z grupy kilkuset jurajskich linii, które pokonałem i w których mnie coś urzekło. ///Uwaga/// Niektóre opisy flashują drogi!

Maciek na Tańcu Ze Słoniem, droga niestety nie zmieściła się w zestawieniu

Maciek na Tańcu Ze Słoniem, droga niestety nie zmieściła się w zestawieniu

  1. Filar Cimy VI.2+, Podzamcze – Jeśli Podzamczańskie Cimy kojarzą wam się z czochraniem po połogach płytach to polecam wycieczkę na tę drogę. Znajdziecie tu prawie wszystko, bulder po oblakach, techniczny filar, czujny trawers z lufą pod nogami no i końcowe przewieszenie, rewelacja.
  2. Hokej z prostowaniem VI.3, Popielarka – Dolny, wiodący techniczna rysą fragment drogi zrzucił już niejednego mocnego panelowca, jednak niesamowita górna partia rekompensuje wszelkie cierpienia. Niełatwa w tym stopniu!
  3. Niebieskie Karimaty VI.3+, Okiennik Wielki – Totalny jurajski klasyk! 20metrów czołgania po płycie podprowadza nas pod końcową przewieszkę.

    Pion absolutny czyli Duża Cima. Na pierwszym planie Filar, w oddali wspinam się po Potędze Trójkątów. Fot. Marta Czajkowska

    Pion absolutny czyli Duża Cima. Na pierwszym planie Filar, w oddali wspinam się po Potędze Trójkątów. Fot. Marta Czajkowska

  4. Kafar Ponury VI.4, Suchy Połeć – Duże chwyty, długie ruchy, nie najmniejszy ciąg, czego chcieć więcej? Dobra na OS.
  5. Niemyte Dusze VI.4+, Gołębnik – Prawdziwy test umiejętności wspinania w płycie.  Do tego przyda się zapas wytrzymałości – przedramion i łydek. Dodatkowa gwiazdka za nazwę.
  6. Porozmawiajmy o Kobietach VI.4+/5, Góra Kołoczek – I znowu wspaniała nazwa. To ona przyciągnęła mnie 7lat temu pod tę drogę i jak się okazało było warto! Wybitnie bulderowy start w 40 stopniach przewieszenia wyprowadza nas na łatwą, połogą płytkę, z której nie można już spaść. Czyżby? ;)

    Czołowa ściana Gołębnika. Z lewej Niemyte Dusze, środkowym brzuszkiem wiedzie Udręka i Ekstaza, a przy prawej krawędzi zdjęcia słynne Pandemonium.

    Czołowa ściana Gołębnika. Z lewej Niemyte Dusze, środkowym brzuszkiem wiedzie Udręka i Ekstaza, a przy prawej krawędzi zdjęcia słynne Pandemonium.

  7. Supernowa VI.4+/5, Suchy Połeć – Na skale pod drogą widnieje wycena 7c, co bardziej odpowiada jej charakterowi. Solidne zgięcia po klamach w wybitnym jak na jurę przewieszeniu prowadzą na raczej łatwy połóg, to jednak nie koniec! Tuż przed stanem czekają na nas dwa metry przewieszonka, których statyczne przejście po dziś dzień pozostaje dla mnie zagadką.
  8. Mandala życia VI.5 – Honorna droga na honornej ścianie, końcowy trawers wydłuża ją do prawie trzydziestu metrów!  Zdecydowanie mile widziany zapas wytrzymałości, oczywiście o ile targniecie z fakera na starcie…
  9. Odlot Proroka VI.5, Pochylec – Ci co o Pochylcu mówią, że dużo betonu, że brzydkie otoczenie i że hałas zdecydowanie mają rację :). Ale czym są te drobiazgi w obliczu najbardziej westowego wspinania na jurze? Odlot Proroka to 30metrów napierania od początku do końca w przewieszeniu, do tego po dużych chwytach i z cruxem na końcu, palce lizać!

    Koniec Wyścigu parę lat temu ;) fot. Magda Nadolna

    Koniec Wyścigu parę lat temu ;) fot. Magda Nadolna

  10. Koniec wyścigu VI.5, Okiennik Wielki – Kolejna rewelacyjna wspinaczka na Okienniku. Na starcie wydup, w środku progresywnie przewieszająca się płyta, a na deser obłe odciągi w rysie, trzyma do końca! Ciekawostką są również występujące tu w dużej liczbie malutkie, wystające ze skały, czarne „chrupki”.
  11. Udręka i ekstaza VI.5+, Gołębnik – Trzy gwiazdki za nazwę ;] Do tego kolejnych parę za długość i estetykę ruchów i jedna ujemna za wykute chwyty. Prawda, że bilans wychodzi zdecydowanie na plus? Trudna w tym stopniu.
  12. Skrzydełko VI.5+/6, Popielarka – Wraz z Powitaniem Wiosny uznawana za najlepszy jurajski filar. Ciągowe, ultra techniczne wspinanie. Mnóstwo haczeń pięty, balansu i łapania ostrza filara na ścisk.  Brawa dla Mirka Wódki za otwarcie obu tych dróg!

    Popielarka i imponujące Skrzydełko. Z prawej widać też odstrzeloną płytę Hokeja.

    Popielarka i imponujące Skrzydełko. Z prawej widać też odstrzeloną płytę Hokeja.

  13. Dyskopatia VI.6, Jastrzębnik – Dwa światy. Najpierw lekki ciąg zakończony przewieszeniem po dobrych dziurach, a później bardzo techniczna płyta „po niczym”. To która z tych części jest trudniejsza pozostaje tematem dyskusji.
  14. Potęga Trójkątów VI.6+ – Genialna linia. Prawdziwa perełka jurajskiego wspinania. Ponad czterdzieści wymagających przechwytów, z których jednym z najtrudniejszych jest ruch to topu. Dla mnie niezapomniana przygoda.
Przechwyty Potęgi Trójkątów. Fot. Wojtek Ryczer

Przechwyty Potęgi Trójkątów. Fot. Wojtek Ryczer

Przeglądając wymienione drogi, nie trudno zauważyć powtarzające się sektory – Okiennik, Duża Cima, Suchy Połeć, Pochylec, Gołębnik, Popielarka i Jastrzębnik. Gdybym miał stworzyć TOP 7 skał jury to składał by się on właśnie z tych pozycji. Wiec jeśli jeszcze ich nie odwiedziliście, to radzę czym prędzej to nadrobić :).

I na koniec czołowa Jastrzebnika.

I na koniec czołowa Jastrzebnika.

 

 

 

 

Szkolenia, Biblioteka i ładne dziewczyny…

Wiosna w pełni. W jeden weekend lampa i 30 stopni, w inny zlewa i 15, a jak już się trafi przyjemne 20, to człowiek musi lawirować między rejonami uciekając przed złowieszczymi cumulonimbusami. „Sorry, taki mamy klimat”. Zresztą ma to swój urok, wiec nie ma co za dużo narzekać. Wspinać się dało i to całkiem przyjemnie.

W pierwszej połowie maja poprowadziłem dwa kursy skałkowe, było sporo śmiechu, a czasami trochę strachu  ale oba szkolenia wyszły naprawdę fajnie. Wszystkim kursantom serdeczne dzięki za wspólnie spędzony czas!

Paweł na „wielowyciągówce”

Paweł na „wielowyciągówce”

Po okresie szkoleń przyszedł czas na sprawdzian czy sardyńskie klify nie wyssały ze mnie za dużo energii. Na szczęście nie było tak źle i już w pierwszy „wolny” majowy weekend robię Kant Finansowy VI.4+/5 OS, a w kolejny dość szybkie(bo już w czwartej próbie) powtórzenie Chucka za VI.6.

Kant Finansowy, fot. Marcin Ciepielewski

Kant Finansowy, fot. Marcin Ciepielewski

Obie drogi znajdują się na bibliotece i obie oferują rewelacyjne, choć zgoła odmienne wspinanie. Kant… to dość ciągowa linia po obłych odciągach, wiodąca bardzo estetycznym filarem. Zdecydowany klasyk rejonu! Chuck natomiast (nazwa może wydawać się dziwna póki nie połączymy jej z nazwą znajdującego się obok projektu – Core) to projekt Jacy Matuszka poprowadzony po raz pierwszy rok temu przez Łukasza Dudka. Obu Panom należą się wielkie brawa, bo Chuck to na prawdę ciekawa propozycja. Droga jest co prawda krótka (7wpinek) ale oferuje świetne, siłowe wspinanie w dwudziestostopniowym przewieszeniu i co ciekawe, po dość sporych chwytach! Miłośników przewieszeń oraz wszystkich, dla których Jura to połogie płyty po niczym zapraszam do wstawek!

I na koniec obiecane ładne dziewczyny ;)

Ewa...

Ewa…

...i Kasia

…i Kasia

Wspinaczkowa Sardynia. Czy warto (było)…?

„Raj dla wspinaczy”, tak lub podobnie sformułowane określenie wyskakiwało mi w wyszukiwarce po wpisaniu słów „Sardynia” i „wspinaczka”. Jednak zagłębiając się w temat napotykałem raczej liczne pochlebstwa dotyczące przyrody, krajobrazów, jedzenia czy wrodzonej gościnności lokalnych Włochów. No ale co ze wspinaniem? W relacjach było zazwyczaj dyplomatycznie pomijane stwierdzeniem „też super”. Trochę inaczej sprawa się miała na zagranicznych portalach – tam „climbing” pojawiało się już częściej, ale zazwyczaj w formie wielowyciągowej. Opinie znajomych również były jakieś takie niemrawe, wiec nie pozostało mi nic innego jak przystać na namowy Maćka i zbadać temat samemu, a raczej w siedmioosobowej ekipie.

Dzień pierwszy - Biddiriscottai

Dzień pierwszy – Biddiriscottai

Po dotarciu do Cala Gonone, przeciętnie malowniczego ale położonego w bajkowej scenerii miasteczka logujemy się w naszym appartamento i z rana uderzamy na wspin do Biddiriscottai. Zaczyna się świetnie, spacer plażą, słońce, w oddali duża grota z bujną szatą naciekową, ręce zaczynają się pocić na myśl o wspinie. I nagle czar pryska. Drogi długości 15metrów, chwyty lepkie od soli i nierzadko pokryte lekkim pyłem. Do tego najciekawsze części grotki albo nie są obite, albo wyposażono je w latach dziewięćdziesiątych w rdzewiejące ringi i stanowisko z pętli wokół ucha skalnego…

Cala Fuili - malownicza sceneria i Maciek startujący „przepiękne” 6b…

Cala Fuili – malownicza sceneria i Maciek startujący „przepiękne” 6b…

Następny dzień to wspin w Cala Fuili, drogi nadal krótkie, a do tego trudniejsze propozycje nierzadko „poprawiane” przy użyciu dłuta. Na pocieszenie udajemy się na włoską pizze i lody, te sardyńskie atrakcje oceniam na 5+!

W resta wybieram przechadzkę, plaża to nie dla mnie ;)

Restowa przechadzka

W rest robię rekonesans i już wiem gdzie chcę się jutro wspinać – Grota Millenium! Kawałek samochodem, kawałek ścieżką, 5min po poręczówkach i jesteśmy. O grocie słyszałem już 10lat temu, że jest ogromna, że stalaktyty i długie drogi. W rękach trzymam Góry z 2005 roku, na okładce Marcin „Kolarz” Kantecki ciśnie chyba 7b w Cala Luna(o tym dalej), w tle motorówka i morze. Wewnątrz magazynu kultowe dla mnie zdjęcie z groty (autorstwa Dawida Kaszlikowskiego), przedstawiające Kubę Ziółkowskiego restującego -wisząc na jednej nodze – w ogromnym stropie groty… Jak jest w rzeczywistości? Na szczęście równie dobrze! Drogi mają od 25 do ponad 40metrów długości i w większości kluczą pośród gąszczu stalaktytów. Na takie wspinanie tu przyjechałem!

Maciek na The Day After 7b

Maciek na The Day After 7b

W grocie spędzamy dwa udane dni, robię onsightem 40metrowe 7c+ i prawie łamię nos odpadając z urwanym stalaktytem na 8a. Tutejsze linie również nie należą do popularnych, zapewne ze względu na dostęp, bo ich uroda jest niekwestionowalna. Kolejne miejsca do odwiedzenia to dwie super malownicze miejscówki – Roccadoria i pobliska Cala Luna. Obie zachwycają urodą i nie powalają wspinaniem. Roccadoria oferuje dosć długie drogi ale po bardzo ostrej skale i raczej zbliżone do pionu, natomiast Cala Luna to powrót lepiących się chwytów i dróg niemal ściankowej długości. Oba te rejony łączy jednak kilka cech. Po pierwsze znajdziemy tam KILKA prawdziwych perełek, np. King Arthur 7b w pierwszym i Araj 7a+ w drugim. Po drugie wspinać się będziemy we wspaniałym otoczeniu (Roccadoria – urwisko nad jeziorem; Cala Luna – piaszczysta morska plaża). I po trzecie, w obu tych miejscach obicie dróg jest SKANDALICZNE. Wypadające plakietki i zardzewiałe kolucha przypominające malutkie ringi są niczym w porównaniu do doszczętnie zardzewiałych lub wręcz prowizorycznych stanowisk!

Roccadoria - Tomek patentuje King Arthur 7b

Roccadoria – Tomek patentuje King Arthur 7b

Kolejne dni i kolejne rejony: Arcadio w Cala Gonone, Urania w Isili i Ruota del Tempo w Domusnovas. W Arcadio natknęliśmy się na ciekawe drogi, jednak maczał w nich palce Mistrz Maurizio „Manolo” Zanolla, któremu czasem myli się 8a z 7c ;) Poza tym sektor jest bardzo mały.

7c+ w Raoni (Cala Fuili), fot. Maciek Ostrowski

7c+ w Raoni (Cala Fuili), fot. Maciek Ostrowski

Co do Isil to wypowiedzieć mogę się jedynie o estetyce skały, gdyż lekka mżawka połączona z tonami magnezji na wielkich, kutych dziurach uniemożliwiła nam wspinanie w tej „pakerni”. Na szczęście mocno betonowana skała nie zachęcała do wstawek.

Ostatni odwiedzony przez nas rejon to Domusnovas, miejsce pamiętające początki Sardyńskiego freeclimbingu i oferujące kilka sektorów o różnorodnym charakterze. W sektorze Ruota del tempo udaje mi się wciągnąć dwie 8a OS, przy czym jedna z nich powstała zaledwie rok po moim narodzeniu! Na pozostałe sektory nie starcza nam już czasu, jednak nie wydaje się by mogły nas czymś zaskoczyć…

Malownicze sardyńskie miasteczka

Malownicze sardyńskie miasteczka

Zapewne nie każdy z Was przebrnął przez powyższy, chyba rekordowo (jak na mnie) długi tekst, więc na koniec skrótowo odpowiem na tytułowe pytanie „Czy warto?” Jeśli uwielbiasz włoska kuchnię, kąpiele w morzu, ładne widoki, a PRZY OKAZJI lubisz powspinać się po mało chodzonych drogach o oldschoolowych wycenach i nie boisz się zjechać ze starego mailona na zardzewiałej plakietce, to Sardynia jest właśnie dla Ciebie! Pozostałym, bardziej nastawionym na wspinanie od rana do wieczora po popularnych klasykach, polecam raczej inne miejsca.

Sycylia – moim zdaniem doskonała alternatywa dla przereklamowanej Sardynii – dużo wspinania w jednym miejscu, doskonale przygotowane sektory i spoooro do zwiedzania, chociaż kosztem większej urbanizacji

Sycylia – moim zdaniem doskonała alternatywa dla przereklamowanej Sardynii – dużo wspinania w jednym miejscu, doskonale przygotowane sektory i spoooro do zwiedzania, chociaż kosztem większej urbanizacji

P.S.

Sardynia jest jednak niepodważalnie mekką wielowyciągówek. Jedną z nich udało nam się z Maćkiem odhaczyć, ale to już historia na oddzielny wpis…

DSC_0297_1

BUKA plus zapowiedź

Uff, właśnie wysiadłem z samolotu z Sardynii i od razu zabieram się za zaległości. Co prawda ten post miał się ukazać jeszcze przed wyjazdem ale cóż, prowadzenie sekcji wspinaczkowych połączone z intensywnym przygotowywaniem Makaka do oficjalnego otwarcia (czytaj – kręcenie dróg) skutecznie ograniczyło mój czas wolny.

W każdym razie jeszcze w kwietniu pojawił się tegoroczny, szesnasty numer BUKI czyli Biuletynu Uniwersyteckiego Klubu Alpinistycznego, do którego lektury serdecznie zachęcam! Co znajdziecie na łamach BUKI? Jak ją bezpłatnie dostać? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie tutaj, a tymczasem mała foto zapowiedź – kilka z moich zdjęć zamówionych do artykułu o treningu. Do przeczytania oczywiście w Buce :).

DSC_0150_1

DSC_0086_1

DSC_0065_1

W najbliższych dniach planuję też wrzucić (krótką?) relację z wyjazdu na Sardynię. Stay tuned!

Grota Millenium

Grota Millenium

Jastrzębnik po latach czyli 2x VI.6

Po dwóch „kontrolnych” marcowych wypadach na Jurkę, postanowiłem w końcu sprawdzić czy tysiące kalorii spalanych zimą niemal codziennie, na przepełnionych sklejką, żywicą epoksydową i magnezją warszawskich halach, dały efekt w postaci stalowego szpona. Czy tony żelaza przerzucane na drążku, kilometry przechwytów odbyte na campusie i hektolitry kawy wypite w przyściankowym barze przełożą się tej wiosny na formę? Odpowiedzi zdecydowałem poszukać na najwyższej skale Jury Północnej – Jastrzębniku.

Weekendowa aura

Weekendowa aura

„Sprawdzian formy” zaczynam od wstawienia się w bulder prostujący Aleję Zasłużonych. Dołożenie do tej pięknej płytowej drogi po zaskakująco dobrych chwytach kilko ruchowego problemu w okolicach bulderowego 7B, daje w efekcie VI.6. Aleję robiłem trzy lata temu podczas parodniowej wizyty na Jastrzębniku, wtedy też po raz pierwszy przyjrzałem się prostowaniu.

Patentowanie przebiega obiecująco, po chwili odnajduję dobrą sekwencję jednak ciągle brakuje mi pomysłu na najtrudniejsze sięgnięcie do „ryski”. Na ratunek przybywa Gruszka z Torunia sprzedając mi patent na haczenie pięty. Teraz jeszcze szybkie przypomnienie ruchów na Alei i po przerwie uderzam na całość. Ku mojemu zdziwieniu patenciarski bulder przechodzę bez problemu, jednak walka zaczyna się tuż po wejściu w płytę. Niesiony głośnym dopingiem cudem pokonuję przestrzał do obłej półki i chwilę później zapisuję w kajecie pierwsze w sezonie VI.6 – Fourteen inches of Pain.

2011rok, moje pierwsze VI.6 – Dyskopatia, a tuż za nią, niewidoczny na zdjęciu Robot Obibok. Fot. Magda Nadolna

2011rok, moje pierwsze VI.6 – Dyskopatia, a tuż za nią, niewidoczny na zdjęciu Robot Obibok. Fot. Magda Nadolna

No dobra, to co teraz? I znowu z pomocą przychodzi Gruszka proponując wstawkę w dość młodą propozycję Jastrzębnika – Robot obibok. Wspólnie z Maćkiem rozpatentowujemy linię, która mimo swojej długości oferuje bardzo bulderowe wspinanie, a mianowicie 6 sytych ruchów w przewieszeniu. Przechwyty trudne, ale nie aż tak, przed wstawką rodzi się w głowie myśl – a może przewalczę? Myśli zamieniam w czyny i nie do końca wierząc w to co się stało melduję się na stanowisku kolejnej VI.6, po raz pierwszy w drugiej próbie!

W niedzielę demokratycznie zdecydowaliśmy wybrać się na Kołoczek. Rozluźnienie po sobotnich sukcesach i niezregenerowana skóra przełożyły się jedynie na lekkie rozpoznanie pewnej klasycznej propozycji rejonu. Co z tego będzie? Czas pokaże, niestety najbliższy wolny termin wyjazdu na jurajskie wojaże to dopiero końcówka maja, a wtedy o warunie z minionego weekendu będzie można tylko pomarzyć…

Projekty, projekty…

Projekty, projekty…

Spora ilość pracy w ostatnich tygodniach uniemożliwiła mi też wzmiankę o akademickich sukcesach i nie chodzi tu bynajmniej o piątkę w indeksie ;) Mimo obronionego już tytułu magistra czułem się zobowiązany utrzymać zamieszczony w dziale O mnie status „wieczny student” i po zimowej rekrutacji, jako pełnoprawny uczeń wystartowałem z ramienia UW w Akademickich Mistrzostwach Polski w Lublinie. Efekt? W kategorii Uniwersytetów zgarnąłem brąz na trudność, srebro na czas(może się przebranżowię ;) ), a grupowo, razem z chłopakami wywalczyliśmy złoto, szkoda że w generalce zabrakło paru punktów do pudła.

Żniwa AMPów ;]

Żniwa AMPów

Rozpoczęcie sezonu

Tytuł newsa może być lekko mylący, ponieważ początek sezonu z liną postanowiłem w tym roku rozpocząć pożegnaniem (przynajmniej panelowego) boulderingu i w sobotę zamiast opalać plecy zdobywając jurajskie turnie walczyłem na krakowskim Avatarze w kolejnej edycji Push The Limits.

Sobotni zwycięzca – Krzysiek Szalacha

Zawody zawodami ale sezon trzeba było jednak zainaugurować. Po noclegu u Brandysa i poużalaniu się na zakwasy przejechaliśmy się pod Bramę Bolechowicką gdzie ze łzami w oczach (ból stóp) i przedramionami z kamienia (brak wytrzymałości) udało mi się rozprawić z pięknym i ciągowym VI.5 – Skalne Sztafety.

DSC_0076

Jurajskie niebo „na szybko”

Sezon rozpoczęty, rozwspin złapany. Za tydzień pora na coś trudniejszego:)