Życiówka na boulderach

Nie spodziewałem się, że pokonanie bulderu może cieszyć tak samo jak wpięcie się do stanu na trudnej drodze, a jednak ;) Po zeszłotygodniowym docykaniu patentów, wczoraj udało mi się zameldować na topie Odium, mojego pierwszego bulderu za 8A!

Tuż po wyjściu na pik

Tuż po wyjściu na pik, fot. Michał Brzeziński

Odium to dość długa, bo kilkunastoruchowa przystawka z siłowym cruxem w połowie. Większość ruchów znałem już z zeszłej zimy z przejść Tabexa i Keep Fit, które z Odium mają wspólną końcówkę, ale poważne wstawki w całość odbyły się dopiero tydzień temu.

I jeszcze kadr z zeszłej zimy

I jeszcze kadr z zeszłej zimy

Wczoraj po prostu wszystko dobrze zagrało i po lekkiej walce udało mi się przejść całość. Dodatkowo przed i po Odium dorzuciłem jeszcze Monsun SSD i kombinację Super Tabex, obie za 7C. Radość ogromna, szczególnie w perspektywie zbliżającego się wyjazdu do Fontainebleau!!!

soon <3

soon <3

Edit: Zapomniałem dodać, że urwał się startowy podchwyt. Ja używałem pleców na lewo od niego i odciągu na prawo. W trudności Odium nic to nie zmienia, ale Oj tam, oj tam awansował bym na 7A…

Zima

Gdzie te bouldery???

Gdzie te bouldery???

Zima – śnieg, mróz, para z ust, czapki, rękawiczki, lód na szybach i sól na butach. A dla wspinaczy? Okres intensywnego ładowania na panelu, startów w zawodach i dobrego tarcia na boulderach.
Niestety ze względu na dużą ilość pracy trenerskiej i fotograficznej (premiera sesji dla Mazdy i Warszawianki wkrótce) dopiero wczoraj wyskoczyłem poruszać się w skałach, ale nie odpuszczam! Co więcej, za trzy tygodnie najprawdopodobniej wyląduję w podparyskim Fontainebleau. Trzymajcie kciuki za dobrą pogodę!

Tak było rok temu

Tak było rok temu

Tymczasem wrzucam kilka kadrów z pierwszej rundy Warszawskiej Ligi Boulderowej 2015, która odbyła się na Cruxie. Warunki do zdjęć nie były łatwe (mało światła i ogromna ilość magnezji w powietrzu), ale coś udało się podziałać. Kolejne edycje na Murallu i Warszawiance, fotorelacja zapewniona!

DSC_0001 DSC_0071 DSC_0080 DSC_0081 DSC_0111 DSC_0119 DSC_0129
Na koniec jeszcze drobna autoreklama, mini wywiadzik w Górach :)

Kilka ujęć z Ospu

Mišja Peč– jedna z najlepszych ścian na jakich się wspinałem

Mišja Peč– jedna z najlepszych ścian na jakich się wspinałem

Osp, malutka słoweńska wioska tuż przy włoskiej granicy. Parę budynków, camping i dwie ogromne ściany z niezliczoną liczbą rewelacyjnych dróg. To mój trzeci z rzędu sylwestrowy i chyba ósmy w ogóle wyjazd w to miejsce, a apetyt nadal nienasycony! Najchętniej za dwa miesiące wróciłbym tam z powrotem (chętni?). Apetyt nienasycony tym bardziej, że do realizacji głównego celu wyjazdu zabrakło mi jedynie utrzymania topu i wpięcia się do stanu… Na pocieszenie pozostaje Marjetica – 8b/b+, krótka acz treściwa propozycja prawej części sektora, nie bez powodu nazywanej lodówką.

Poniżej kilka ujęć z Ospu, Piranu i Wenecji.

 

Marjetica 8b/b+, fot. Konrad Boczyński

Marjetica 8b/b+, fot. Konrad Boczyński

Konrad na Hobbicie za 7c

Konrad na Hobbicie za 7c

DSC_0085_1DSC_0093_2DSC_0304_1DSC_0268_1DSC_0183_1DSC_0243_1DSC_0175_1DSC_0278_1DSC_0162_1DSC_0170_1Gangnam styleDSC_0211_1DSC_0265_1

5 tygodni – 5x Puchar Polski

Plan zrealizowany :) Choć kontuzja pokrzyżowała większość moich wspinaczkowych planów w tym roku, to startów w Pucharze nie mogę zaliczyć do nieudanych. Jasne, gdyby forma była taka jak planowałem to pewnie powalczył bym więcej, ale co tu dużo gadać. Nie ma co się oglądać wstecz tylko planować przyszłość! Po starcie we wszystkich trzech edycjach PP w prowadzeniu, w generalnej klasyfikacji ląduję na trzecim miejscu. Pierwszy jest Szymek Łodziński, a złoto na Mistrzostwach zgarnia Piotrek Bunsch.

Dream team na MP we Wrocławiu – Maciek, Szymon i ja

Dream team na MP we Wrocławiu – Maciek, Szymon i ja

PP na Tarnovii. Zawody, które CZUJĘ do dziś…

PP na Tarnovii. Zawody, które CZUJĘ do dziś…

Zawody zakończone, coraz bliżej do styczniowego odpoczynku od wspinania, ale to jeszcze nie koniec. Za tydzień, tuż po świątecznym śledziu wsiadam w samochód i jak co rok napieramy do Ospu. Oby pogoda dopisała!

Puchar Polski w Prowadzeniu – Toruń

Pierwsza edycja PP z liną i od razu życiowy wynik :] Piąte miejsce, do pudła zabrakło trzech ruchów. Teraz pora na 4dniowy mikrocykl na siłę ( ;] ), bo w piątek PP w bulderingu na Bloco. Tydzień później znowu lina, chodzą plotki że w Tarnowie. Potem buldery na KFG i znowu lina we Wrocławiu. Będzie intensywnie!

Szymon po topie w eliminacjach

Szymon po topie w eliminacjach

Imponująca 17,5-metrowa ściana w Toruniu

Imponująca, ponad 17-metrowa ściana w Toruniu

Marcin Wszołek i Michał Łodziński - ekipa odpowiedzialna za drogi. Spisali się całkiem nieźle!

Marcin Wszołek i Michał Łodziński – ekipa odpowiedzialna za drogi. Spisali się całkiem nieźle!

Ostateczna kolejność u Panów. Tym razem wygrał gość z Kaliningradu - Oleq Smirnov

Ostateczna kolejność u Panów. Tym razem wygrał gość z Kaliningradu – Oleq Smirnov

Tyrannosaurus rex

Ból palców, porozcinane opuszki, dziura w bucie i droga legenda na koncie. To bilans minionego weekendu :]

Podczas prób w czerwcu, fot. Maciek Ostrowski

Podczas prób w czerwcu, fot. Maciek Ostrowski

Moja znajomość z Tyranem przerodziła się w całkiem ciekawą przygodę z dramatycznym finiszem i szczęśliwym zakończeniem. Jeszcze rok temu wmawiałem sobie, że nigdy nie zrobię tej mitycznej płytki. Bo za krótka, bo trzeba zapinać, bo nie złapię „wkrętki”. Co więcej, po pierwszej wstawce w maju tego roku nie zmieniłem jakoś specjalnie zdania, przynajmniej w kwestii długości i zapinania, bo wkrętkę oczywiście złapałem ;]. Potem poszło już z górki. Po paru próbach byłem w stanie przechodzić drogę z jednym blokiem, ale wciąż bez najtrudniejszego ruchu. Po ok. 8 wstawkach, rozłożonych ze względu na pękającą skórę na 4dni, zacząłem też kleić najtrudniejszy ruch ze słynnych robinhoodków. I w momencie, gdy droga była już na wyciągniecie ręki, gdzieś w Smoleniu, na jakiejś drodze, strzeliło mi coś w palcu…

Lekko rozmazane zdjęcie z przejścia, fot. Mateusz Czempiel

Lekko rozmazane zdjęcie z przejścia, fot. Mateusz Czempiel

Na miejsce wróciłem 3tygodnie temu, nieśmiało przypominając sobie patenty i testując odzwyczajone od wapienia palce. Dwie próby i „zobaczymy co będzie za tydzień”. Tydzień później było już całkiem dobrze, ale to jeszcze nie to. Znów dwie próby i „za tydzień a muerte”.

I już z legendą na koncie :]

I już z legendą na koncie :]

A w ten weekend? Gdyby któryś z pogromców Tyrana oglądał moje wstawki to pewnie parskał by śmiechem. W pierwszej próbie spadam za cruxem siedem ruchów przed stanem kompletnie tracąc czucie w zmarzniętych palcach. Zjeżdżam, łapię oddech, przewiązuję się i uderzam ponownie, tym razem spadam 4 ruchy od stanu (teraz się śmiejecie ;] ) i nawet nie wiem czemu. Kolejna próba to już nie to. Pakuję się i stwierdzam, ze ten jeden raz zaryzykuję wstawki 2dni pod rząd. W niedziele warun idealny, 9stopni i lampa. Podczas rozgrzewki stwierdzam, że skóra nie wytrzyma nawet jednej próby. Plastruję więc kluczowy opuszek, a plaster ściągam zębami dopiero przed robinhoodkami. Plecki, plecki, wstawienie nóg. Utrzymuję dwójkę, przejście nogami i spokojnie sięgam do wpinkowej krawądki. Tym razem się nie poddam, magnezjując na każdym ruchu, lekko drżąc mijam miejsce gdzie wczoraj spadłem. Wpinam się do łańcucha i kończę drogę wyjściem na pik. Zrobione, mam ochotę zjechać i przejsć ją jeszcze raz . Droga legenda. VI.7. Idealny prezent na urodziny.

Wczorajszy zachód słońca uchwycony telefonem

Wczorajszy zachód słońca uchwycony telefonem

Teraz czas zaleczyć palce. Jura musi poczekać do przyszłego sezonu.