Drytooling w Janówku

Tak, tak, to nie żart. Po 2 latach umawiania, Maćkowi w końcu się udało wyciągnąć mnie na bunkry i to nie pobulderować, ale powspinać się z ciupagami i w rakach ;]

Paintbollowe konstrukcje w Janówku

Paintbollowe konstrukcje w Janówku

Pewnie nie każdy odwiedzający ten „wspinaczkowy blog” wie o co chodzi, więc spieszę wyjaśniać. Drytooling to (za wikipedią) rodzaj wspinaczki charakteryzujący się wykorzystaniem sprzętu typowego dla wspinaczki lodowej (dziaby i rakobuty) na nieoblodzonych drogach skalnych. Dla mnie rzecz kompletnie nowa. Jako stuprocentowy wspinacz sportowy nigdy nie miałem zarówno raków na nogach, jak i czekana w ręku, a janówkowe bunkry wspominam jedynie z boulderowych wypadów na Joe Weidera i Suplement (lokalne klasyki). Mając jednak w pamięci filmik z Markusem Bendlerem sprzed kilku lat, oraz ulegając słonecznej i śnieżnej zimowej aurze, umówiłem się z Maćkiem na 4 godzinki „szkolenia” drytoolowego.

Na miejscu cisza i spokój, po krótkim wstępnie teoretycznym, wiążę się do liny, biorę dziaby i z dużą nieśmiałością zbliżam się do drogi Kwękacz-Stękacz D6+ (ponoć rozgrzewkowa). Jeszcze tylko otwieram usta, żeby powiedzieć coś w stylu: „ale jak będę się bał to daj blok”, gdy z za winkla wychodzi wesoła gromadka z Alexem na czele i się zaczyna:

– Buuuahahahah!!! Stefan będzie drytoolował!!!!! Szybko, kręcimy to!

I to by było na tyle jeśli chodzi o kameralne szkolenie…

Mina adekwatna do sytuacji... fot. Maciek Ostrowski

Mina adekwatna do sytuacji… fot. Maciek Ostrowski

Ostatecznie, po ponad 7 minutach walki (na kilku metrach drogi), w dygotach, z zadyszką, i zbułowanymi przedramionami ale szczęśliwy, że nie dostałem dziabą w zęby, wpinam się do stanowiska. Tutaj fimik z tego żenującego spektaklu ;] Jak się okazuje zrobiłem „takie drytoolowe VI.1”, no ekstra… Kolejna droga poszła już nieco zgrabniejAntygrawitacja D7+ – „Nooo, to to bardziej VI.1+”

-_-

Jedziemy dalej, pora na „coś więcej niż VI.1+”. W mękach („stary ale sobie poutrudniałeś” i „to nie była czwórka tylko jakaś nowa figura…”) udaje mi się przejść Równowagę – D8+. Nie pytam o przelicznik wyceny, bo pewnie powiedzą, że VI.1+/2… Poza tym jestem tak zbułowany, że równie dobrze moglibyśmy się już zbierać do domu.
Głupio jednak wrócić bez spróbowania czegoś trudniejszego. Wybór pada na Stary człowiek nie może za D10+. No tutaj to już jest poważne wspinanie. Przedramiona odmawiają mi współpracy jeszcze przed głównymi trudnościami. Na koniec robię w bólach D7 i pełen uznania dla chłopaków wracam do auta.

Alek na Kwękaczu

Alek na Kwękaczu

Na koniec chciałem bardzo podziękować Maćkowi Ostrowskiemu za zorganizowanie całego wyjazdu, użyczenie szpeju i pomoc w pierwszych krokach z dziabami. Cała przygoda z DT wiele mnie nauczyła i choć nie zamierzam się przerzucać na tę gałąź wspinaczki, to kto wie czy kiedyś jeszcze nie wskoczę w rakobuty… ;)

DSC_3845_1

Pewnego razu w Ospie

W czym? W Ospie. To taka mała słoweńska wioska nieopodal granicy z Włochami. Mają tam wielki most, trochę pól i jeden z najlepszych w Europie rejonów skalnych – Misję Pec.

Misja Pec w całej okazałości:

Trochę inne ujęcie:

Most:

No dobrze, a jak się ubrać do tego Ospu?

Jeśli tak jak my jedziecie w grudniu, to polecam ubiór „na cebulkę”:

W razie gdyby było za ciepło, to bez problemu można się rozebrać:

Także podczas wspinania:

Inna opcja to klasyczny, kolorowy hipsterski outfit:

Kolejna kwestia – zakwaterowanie. Polecamy Hostel Ociski Raj, taras jest tu na tyle duży, ze spokojnie można lepić bałwana:

A i zachody słońca niczego sobie:

A samo wspinanie? Za argument niech posłuży fakt, że byłem tu już dziesiąty raz…

Konrad podczas prób na projekcie

Konrad podczas prób na projekcie

Tym razem wracam z kilkoma „ósemkami a” oraz przepiękną, 35-metrową 8b+ – Kaj Ti Je Deklica. Na drogę składają się trzy cruxy z czego ostatni rozgrywa się tuż pod stanowiskiem. To właśnie tam miałem „przyjemność” odpadać kilkukrotnie nim ostatecznie udało mi się przedrzeć do topowej klamy. Co ciekawe cała akcja rozgrywała się przy totalnej zlewie. Gdy podczas rozgrzewki podszedłem obczaić sytuację na końcowym bulderze okazało się, że wszystkie kluczowe chwyty, wraz z klamą topową, są zalane. Łudząc się, że tego dnia uda mi się oddać porządną próbę poupychałem w mokrych krawądkach papier toaletowy i postanowiłem się wstawić. Ostatecznie ruchy które „na sucho” nie chciały mnie przepuścić w ciągu, dziś padają mimo totalnej wilgoci i konieczności wyjmowania papieru z chwytów podczas wspinania. Jak widać powiedzenie, że „warun to stan umysłu” ma w sobie dużo prawdy :)

Klimaty wioski Osp

Klimaty wioski Osp

Dziewczyna z okładki

Dziewczyna z okładki

Rozgrzeweczka, fot. Konrad

Rozgrzeweczka

Mgła, słońce i Zuzia

Mgła, słońce i Zuzia

Radosny Tomek

Radosny Tomek

Video motywacyjne + zaległości

Jak to wczoraj powiedział Staszek – „na Twoim blogu wieje ostatnio nudą” i niestety miał rację. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest bardzo prosta. Od ostatniego wpisu nie byłem ani razu w skałach. Te półtora miesiąca to moja najdłuższa skalna przerwa od co najmniej roku… Zanim jednak przejdę do dłuższej opowieści co się ze mną przez ten czas działo, no i jakie siły zmusiły mnie do porzucenia weekendowych wypadów na jurę, wrzucam obiecany w tytule filmik. Widać na nim kilka ćwiczeń uzupełniających trening wspinaczkowy, które często goszczą na moich treningach.

Teraz pora na rozwinięcie tytułowych „zaległości”. Cała historia jak to często bywa zaczyna się od kontuzji. W połowie października, będąc o krok od rozprawienia się z dwoma siódemkowymi projektami naderwałem troczek w małym palcu. Tak, tak, wiem – W małym palcu!? Wielkie mi halo!  – tak też pomyślałem w pierwszej chwili. Niestety, tydzień później wstawki w projekty sprowadziły mnie na ziemię. Obie drogi były dla mnie na granicy obecnych możliwości, a z jednym palcem mniej, wykroczyły niestety poza nią. Trzeba było zagryźć zęby i pożegnać się z Jurą do następnego sezonu. Co się odwlecze to nie uciecze, jak mawiają? Oby!

Kontuzja wykluczyła mnie w zasadzie z jakiegokolwiek treningu na palce. Campus nie wchodził w grę, no chyba że na „trójkach” ale jakoś mnie to nie urządzało. Postanowiłem więc skupić się na wspinaniu po paczkach, oblakach, treningu stabilizacyjnym i szeroko pojętym treningu ogólnorozwojowym. Jak się później okazało wszystko to było doskonałym przygotowaniem pod Mistrzostwa Polski w Boulderingu na naszym, warszawskim Bloco. Poniżej filmik z eliminacji w obiektywie Jarka Niekrasza. Moje wstawki znajdziecie ok 2:35 i 6:30.

Zawody zaczęły się dla mnie wyjątkowo dobrze. Po eliminacjach jako jeden z pięciu wylądowałem na pierwszym miejscu do półfinałów. Następnego startuję jako jeden z ostatnich i flashuje pierwszy problem drugiej rundy, drugi boulder zapowiada się bardziej wymagająco szczególnie, że dobiegały do mnie krzyki niezadowolenia startującego na nim przede mną Mechaniora (w końcu Mistrza Polski). Chwilę później, nie wiem jakim cudem, melduję się na topie dwójki. Znowu flash.

Półfinałowa trójka, fot Szymon Aksienionek

Półfinałowa trójka, fot Szymon Aksienionek

Wychodząc na trzeci z czterech problemów czuję się dobrze. Wiem, że już jest ok, a może być tylko lepiej. W trzeciej próbie udaje mi się dojść pod top, przez myśl przechodzi – „to na bank klama” – i radośnie strzelam do, jak się okazuje bardzo obłej, struktury. Spadam. Najpierw czuję złość, a po chwili ogromne emocje, bo wiem, że w następnej próbie zrobię, a to może oznaczać finał. Z nerwów popełniam błędy, ale udaje mi się dotrzeć do topu. Tym razem przezornie haczę piętę i statycznie łapię top. Teraz jeszcze druga noga – „Gdzie ją postawić?! Myśl! Szybko! O, jest krawądka, powinna być ok.” – stawiam druga nogę, dokładam do topu, w głowie rodzi się myśl o finale i nagle…  nagle niechlujnie wstawiona (jak się okazało trzeba było ją podhaczyć o oblaka) noga traci kontakt ze ścianą, a wraz z nią pozostałe kończyny. Ląduję na materacu, nie odwracam się do sędziego, wiem, że nie trzymałem topu wymagane 3sekundy. Zegar pokazuje jeszcze ponad minutę, mam czas, niestety nad przedramionami władzę przejął już kwas mlekowy, a nad głową zwątpienie… Zagrzewany dopingiem publiczności, w ostatniej próbie zużywam resztki tego co mi zostało, klepię top i pokonany wracam do strefy. Wiem, że 5minut to za mało żeby zeszło zbułowanie, na ostatnim boulderze nie łapię nawet bonusa. Ostatecznie ląduję na ósmym miejscu, tuż za finałem. To mój najlepszy wynik na MP w Boulderach, ale fakt ten ucieszy mnie dopiero miesiąc później, jak opadną emocje :).

12395259_10208682873933795_1156834757_n

Na koniec przydługiego wpisu pragnę podzielić się faktem rozpoczęcia współpracy z marką  Evolv, stając się jednocześnie członkiem polskiego Team Evolv. Najbliższa okazja do przetestowania ich produktów już za dwa tygodnie w Ospie!

Taką pogodę zamawiam

Taką pogodę zamawiam!

 

 

 

Jurajskie klimaty

W sobotę Okiennik, nie bez przyczyny zwany wielkim

W sobotę Okiennik, nie bez przyczyny zwany wielkim

DSC_2106_1

DSC_2132_1

Wolfik próbował Koniec Wyścigu, a mnie udało się wciągnąć ciekawą, choć mało popularną VI.5/5+ - Małego Księcia w 2pr

Wolfik próbował Koniec Wyścigu, a mnie udało się wciągnąć ciekawą, choć mało popularną VI.5/5+ – Małego Księcia w 2pr

Pogodę drugiego dnia można określić mianem idealnej...

Pogodę drugiego dnia można określić mianem idealnej…

Konrad - bożyszcze nastolatek

Konrad – bożyszcze nastolatek

Kacza Skała, padło m.in. Lumbago OS. W topo VI.5, ale w rzeczywistości przyjemne VI.4+ :)

Kacza Skała, padło m.in. Lumbago OS. W topo VI.5, ale w rzeczywistości przyjemne VI.4+ :)

 

 

Hipertrofia treningowa

Takie weekendy zdarzają się raz, góra dwa razy do roku. Jesienne miękkie słońce, zimna, sucha skała, lekki wiaterek i przyjemne 19stopni (a czasem i 24). Nie jest to jeszcze temperatura na najtrudniejsze prowadzenia, ale w rankingu warun + relax daję 10/10.

Zgodnie z planem ≥ VI.6/weekend w sobotę rozprawiam się z kolejnym klasykiem Mamutowej – Hipertrofią treningową za VI.6 i rozpoczynam wstawki w połączenie jej z Godoffem, co daje chyba najpopularniejsze w Polsce VI.7 – Fumar Perjudica Marcina Wszołka. Pożyjemy, zobaczymy!

Klimaty Gór Sokolich - Mateusz i Wejście Smoka, VI.2 na Bońku

Klimaty Gór Sokolich – Mateusz i Wejście Smoka, VI.2 na Bońku

Tegoroczna, niedzielna tradycja odwiedzania nowych miejsc zaprowadziła nas na Bońka w Górach Sokolich. Miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia z całym przekrojem dróg, od kursowych do VI.5.
Ja tym razem poświęciłem się wspinaniu OS i tak w najczystszym stylu padły dwie VI.4, jedno VI.4+/5 oraz w drugiej próbie VI.5. Szczegóły jak zwykle na 8a.nu.
A za tydzień z cyklu JDS (Jura Dla Smakoszy) weekend z bardziej waruno- i mniej relaxo- sprzyjającymi temperaturami ;]

Zaczynamy jurajski sezon, na początek VI.6

Czapki, rękawiczki, puchówki, buty trzymane pod kurtką, para z ust, herbata z termosu, piękne widoki i rewelacyjne tarcie – zaczęła się jesień na Jurze :)

W podzamczu liście jeszcze zielone…

W podzamczu liście jeszcze zielone…

Pierwszy weekend tegorocznej jesieni przywitał nas deszczem i mimo, że wybraliśmy najlepszy na taką pogodę sektor – Mamutową, to nie udało się sprężyć na niczym trudnym.

Konrad i jego spręż

Konrad i jego spręż

„No dobra, dobra, zaraz utnę”

„No dobra, dobra, zaraz utnę”

Po wspinaniu standardowo zabieramy się do Podlesic, gdzie w niedzielę rano wita nas przebijające się przez chmury słońce. Najlepiej! Szybkie(nooot) śniadanie w Trafo i zgodnie z planem lądujemy na Górze Birów. Dwa tygodnie temu pokonałem tu mało popularne VI.5+/6 Krzysztofa Sasa-Nowosielskiego – W Sidłach Frenofaga, a dziś wróciłem po nowość Sebastiana Wutke – Domi za VI.6. Droga jest tak naprawdę prostowaniem W sidłach… Po największych trudnościach tej ostatniej zamiast uciec do kantu i łatwym terenem do łańcucha, pokonujemy kilka dodatkowych przechwytów o podobnej trudności. Dalej rest i na koniec siłowe, przewieszone VI.5 (Cmentarna Aleja Wprost).

Wielki Filar Birowa z innej perspektywy „Domi” kluczy pomiędzy środkiem, a prawą częścią widocznej ściany

Wielki Filar Birowa z innej perspektywy „Domi” kluczy pomiędzy środkiem, a prawą częścią widocznej ściany

Wieszając ekspresy ze zjazdu, zaznaczam chwyty i wizualizuję ruchy. Większość znam z przejścia Frenofaga i Cmentarnej Alei, więc liczę że droga podda się dość szybko. Przeczucie mnie nie zawodzi i parę chwil później, w pierwszej wstawce wpinam się do łańcucha Domi. To podobno pierwsze powtórzenie tej nowości, więc pozostaje pytanie co do trudności. W takich chwilach wolę się podeprzeć matematyką ;] VI.5+/6  + kilka dodatkowych ruchów + niezbyt zmieniające trudności (rest do zera przed końcówką), ale zdecydowanie zwiększające klasę drogi VI.5, daje jak dla mnie coś lekko trudniejszego niż 5+/6. Wyceny VI.5+/6/6 chyba nie mamy więc proponuję łatwe VI.6 ;] Dzięki Seba!

Na koniec dnia w drugiej wstawce dorzucam jeszcze Superprostowanie Shazzy, dla mnie raczej VI.5 niż 5/5+.