Fumar Perjudica

Nadeszła jesień, więc czas na zbiory ;] Na początek pada Fumar Perjudica – VI.7. Brzmi jak szybka i przyjemna akcja i o ile wspinanie po Fumarze na pewno zaliczam do przyjemnych, to pokonanie całości wymagało ode mnie sporych nakładów pracy. Na poważnie do Mamutowej zawitałem już zeszłej wiosny. Kierując się zasadą wzmacniania słabych stron wybrałem to, chyba jedyne na Jurze miejsce, oferujące atletyczne wspinanie w dachu i to w liczbie większej niż 2 drogi. Przed wakacjami padł Taniec Pająka VI.5+/6 i Czekając na Godoffa, a jesienią wróciłem przewspinać Hipertrofię treningową, obie VI.6. Dwie ostatnie z wymienionych dróg po połączeniu tworzą właśnie Fumara.

Podczas próby wiosną, fot. Maciek Ostrowski

Podczas próby wiosną, fot. Maciek Ostrowski

Jak widzicie pierwsze wstawki w cały projekt zaliczyłem już niemal rok temu, ale zaraz przyszła zima i sezon zawodów. Kolejne odwiedziny w Mamucie to już tegoroczna wiosna i nadrabianie braków w wytrzymałości. Do tego doszło kilka wyjazdów na west, drobne kontuzje i nie zawsze dobry warun. Ostatecznie tuż przed wakacyjnym wyjazdem do Hiszpanii spadam 3 ruchy przed końcem drogi… Co cie nie zabije to cie wzmocni jak mawiają, więc po powrocie z Rode melduję się z powrotem w Jaskini i po kilku sesjach, w idealnym warunie wpinam się w końcu do łańcucha pierwszej VI.7 od dwóch lat!

I wczoraj, podczas przejścia, fot. Maciek Ostrowski

I wczoraj, podczas przejścia, fot. Maciek Ostrowski

Jak sugeruje spolszczona nazwa drogi – palenie szkodzi😉 To na pewno, ale wspinanie po ”Fumarze” było dla mnie pod niemal każdym względem rozwojowe. Z jakiegoś powodu droga zupełnie mi nie leżała i musiałem naprawdę dać z siebie wszystko żeby przezwyciężyć przeciwności (odległość od Warszawy też nie pomaga ;] ) i pociągnąć projekt do końca.

Niesamowita Kinga Ociepka przed wejściem w płytkę Chomeiniego

Niesamowita Kinga Ociepka przed wejściem w płytkę Chomeiniego

Nie myślcie jednak, że spędziłem wrześniowe weekendy tylko na jednej drodze. Obiecuję, że niedługo nastąpi dalszy ciąg zbiorów ;]

Podesty robią robotę ;]

Podesty robią robotę ;]

Z racji, że ostatnio zaniedbałem trochę bloga (wybaczcie!) wrzucam jeszcze dwie zaległe informacje. Jak się niedawno okazało moje zdjęcie „In the dark” z Mechaniorem zakwalifikowało się do półfinałów największego na świecie konkursu fotografii sportów akcji. Odbywającego się co 3 lata Red Bull Illume! Znajdziecie je wśród 25 najlepszych kadrów w kategorii „Energy”. Radość dla mnie tym większa, że w konkursie brało udział prawie 6 tysięcy fotografów, a do oceny sędziowie mieli ponad 34 tysięcy zdjęć. Do finałów niestety już nie wszedłem, ale przegrać z takimi zdjęciami to jak wygrać :] Oficjalne ogłoszenie finalistów i zwycięzców już pojutrze.

Mechanior "In the dark"

Mechanior „In the dark”

I ostatnia krótka informacja. Od jakiegoś czasu oficjalnie goszczę na stronie Evolva w zakładce Evolv Global Team #fejm ;]

12395259_10208682873933795_1156834757_n alpin logo blk UKA_logo

Bye bye Rodellar!

To będzie specyficzny wpis. Długo się zastanawiałem jak powinien wyglądać i w końcu, tydzień po powrocie siadłem do pisania. Jak zwykle, tuż po odpaleniu Worda stoczyłem walkę z wrodzonym leniem – „wrzuć same zdjęcia, i tak nikt nie czyta tych wypocin” – wypiłem 2 kawy, opróżniłem lodówkę, przeskrolowałem 3 razy fejsa i przerażony doszedłem do wniosku, że to chyba odpowiednia chwila żeby zabrać się za pisanie…

Wizytówka Rodellar - El Delfin 7c+

Wizytówka Rodellar – El Delfin 7c+

No dobrze, jak już wspomniałem post będzie specyficzny, bo podzielony na 3 części. Pierwsza, nieco nostalgiczna, w końcu to mój siódmy i zapewne ostatni wyjazd do tego wspaniałego miejsca. Następnie coś dla tych z Was, którzy „jeszcze” nie byli w Rode i na deser, powiększony o drobne opisy wykaz ósemkowych dróg, które udało mi się pocisnąć. [Edit: jednak inf. praktyczne zostawiam na koniec i to jedynie w postaci odnośników – okazało się, ze sporo tego w sieci]

Bardzo "przyjazny" sektor Aquest Any Si

Bardzo „przyjazny” sektor Aquest Any Si

Wspierając się wirtualnym kapownikiem podliczyłem, że przez te 7 wyjazdów udało mi się poprowadzić 96 dróg, co przy całym dorobku 670 przejść daje hiszpańskiemu mega rejonowi spory udział w mojej wspinaczkowej historii. Tym razem jechałem jednak z przekonaniem, że prędko tu nie wrócę. Na świecie jest w końcu tyle wspaniałych miejsc do odwiedzenia! Co by nie mówić, zależało mi jednak na jak najlepszym zakończeniu tej „znajomości”. Jeszcze na długo przed wyjazdem zdecydowałem, że jedynym planem jaki sobie postawię będzie plan minimum, a po jego zrealizowaniu zostanie mi czas na wspinanie z luźną głową po czym tylko będę chciał. Jak się później okazało pomysł ten był strzałem w dziesiątkę.

Julia i jedna z najpiękniejszych dróg w Rode - Pince Sans Rire 7b+

Julia i jedna z najpiękniejszych dróg w Rode – Pince Sans Rire 7b+

Po kilkudniowym rozwspinie (2x 8a+), przypomnieniu patentów z zeszłego roku i złapaniu większej dawki wytrzymałości pada Florida, moje pierwsze 8c na weście! Jednocześnie realizuję więc założony plan i zaczynam bardziej wakacyjną część wyjazdu, co wcale nie znaczy, że mniej sportową! Jedynie bez sportowej napinki ;] Zaraz po moim przejściu, w Rode kończą się upały i przychodzi wyczekiwany warun. „Luźne” wspinanie rozpoczynam atakiem na sofciarskie 8b+, Ixeię. Dzięki dobrej pogodzie, droga poddaje się dość szybko, a ja wdrażam plan wspinania OS.

Długa ręka i rozgrzewka na Iron Man 7b+ ;], fot Zuzia

Długa ręka i rozgrzewka na Iron Man 7b+ ;], fot Zuzia

Początkowo nie jest łatwo, puchną przedramiona, ciężko trafić w dobre sekwencje i o dziwo zżera mnie lekki stres („skoro mnie zgrzało już tutaj to na bank dalej spadnę”). Jednak w pewnym momencie następuje przełom, pokonuję osem No limit 7c+. Wynik może niezbyt imponujący, ale istotne jest to,  co się stało później. Nagle wszystkie trybiki zaczęły trafiać na swoje miejsca. Wzrok zaczął działać jak skalny GPS, niemal bezbłędnie wyszukujący w gąszczu chwytów prawidłową sekwencję, przedramiona jak by zaadoptowały się do nowych warunków ustalając zasadę „poniżej 8a+ nie puszczamy”, a głowa? Głowę przed wstawką po prostu wyłączałem :] Efekty? 4x 7c+ os, jedno 7c+/8a, 2x 8a os i może nieskromnie, ale naprawdę szczerze przyznam, że w zdecydowanej większości nie były to przejścia na limesie. Po prostu po tylu wyjazdach brakowało mi dróg na których mógłbym powalczyć w najczystszym stylu. Ewidentnie czas na nowy rejon!

Dobry rest podstawą treningu!

Dobry rest podstawą treningu!

Osy osami, ale nie byłbym jednak sobą nie próbując jeszcze czegoś RP. Dalej wychodząc z założenia „bez napinki” postanowiłem spojrzeć w oczy jednej z najsłynniejszych linii Rodellaru, biegnącej dachem sektora Las Ventanas del Mascun, trzydziestometrowej Pata Negrze. W pierwszych próbach robię wszystkie ruchy, ale czuję że całość jest za trudna, żeby uporać się z nią przed wyjazdem. Zostało nam 11 dni, a przecież zamierzam się wspinać głównie onsightem. Czyż jednak nie sukces cieszy najbardziej, a samo zbliżanie się do niego?  Ekipa z parcienacyfrę.pl pewnie by tematu nie pochwaliła, ja jednak decyduje się co jakiś czas oddawać „kontrolne” wstawki. Ostatecznie, zgodnie z przewidywaniami całości nie udaje się pociągnąć, jednak sam fakt że droga „była w zasięgu” daje mi sporo satysfakcji i przede wszystkim motywacji do dalszych treningów!

Piotrek i życióweczka - Gracias Fina 8a

Piotrek i życióweczka – Gracias Fina 8a

Cyferki:

Florida 8c RP, La Surgencia – 40metrów wspinania jednak nie o wytrzymałość się tutaj rozchodzi. Po 15metrowym siłowym starcie (8a+/b) dochodzimy do kolejnych 15metrów łatwego terenu z dobrymi restami, by ostatecznie zmierzyć się z dziesięcio-ruchowym bulderem.

Ixeia 8b+ RP, Las Ventanas del Mascun – według niektórych b/+, chyba słusznie co nie zmienia faktu, że linia jest bardzo ciekawa. Klasyczny Rodellar – zginanie po dobrych chwytach w przewieszeniu.  Na koniec świetny rest i bulder, który jak się ostatecznie okazało był jedynie formalnością.

Aporia 8a+ RP, La Surgencia – Odwrotnie niż zwykle – bulder na dzień dobry i dalej łatwo.

Nachito Kamikace 8a+ RP, Familia Manson – Jak wszystkie drogi w tej małej grotce, krótkie, łatwe, w dachu i po klamach😉

Adios Pepito 8a OS, Piscinieta – 45metrów wspinania po tufach w lekkim przewieszeniu. Po miesiącu w Rode ciężko było się na tym zmęczyć. Łatwa.

Pieds Nus Sur La Terre Sacrée 8a OS, Piscinieta – Rewelacja! Jak zresztą cały ten sektor, estetyczne wspinanie po tufach w litej skale, zero wyślizgu. Dość krótka, 25metrów.

<3

Sprawdzone informacje praktyczne:

http://climb.pl/topo-europa/rodellar-es/

http://bywajtu.pl/strony/w-ciaglym-ruchu/notatka/rodellar/

i jeszcze trochę zdjęć z moich poprzednich dwóch wyjazdów:

https://stefanmadej.wordpress.com/2015/08/20/one-month-in-paradise/

https://stefanmadej.wordpress.com/2013/08/09/foto-reminiscencje/

 

 

 

 

Hasta la vista Jura!

Na szybko wrzucam kilka zdjęć z minionej niedzieli spędzonej na Kołoczku. Na tekst nie ma czasu, bo za parę godzin wsiadam do auta i jedziemy do Hiszpani. Hasta la vista!!!

Staszek ciśnie Young Power VI.4+

Staszek ciśnie Young Power VI.4+

Kuba i próba na Young Power

Kuba i próba na Young Power

 

Irek i locik na Porozmawiajmy o Kobietach VI.4+/5

Irek i locik na Porozmawiajmy o Kobietach VI.4+/5

I znowu Staszek, tym razem próba na Pękniętym Zwierciadle za VI.5

I znowu Staszek, tym razem próba na Pękniętym Zwierciadle za VI.5

Kto wie co to? :)

Kto wie co to?🙂

DSC_5875_1

Mroczne Widmo

Przyszło lato, a z nim standardowy okres ograniczenia jurajskiej działalności. Żar leje się z nieba, skóra kończy się już na rozgrzewce, napuchnięte stopy nie wytrzymują w ciasnych butach, a chwyty sprawiają wrażenie posmarowanych masłem. Nie ma się więc co dziwić, że trudne jurajskie linie mogą w tym czasie odsapnąć od polerowania szczotkami, wcierania gumy i pacania magnezją.

Wczorajszej burzy nie uchwyciłem, więc w zamian wstawiam kadr z Sycylii :P

Wczorajszej burzy nie uchwyciłem, więc w zamian wstawiam kadr z Sycylii😛

Jak od każdej reguły jednak, także i tutaj znajdzie się wyjątek. Istnieje bowiem grupa śmiałków, którzy mimo niekorzystnych warunków potrafią wykrzesać z siebie 100% i nie zważając na zalewający oczy pot sukcesywnie przedzierają się przez kolejne ekstremy.  Ja niestety do nich nie należę i muszę sobie radzić inaczej. Wczoraj np. wykorzystałem stary dobry patent „na burzę”. Trick o dziwo jest bardzo prosty, a do jego realizacji potrzebujecie jedynie wspomnianej burzy, a w zasadzie tego co następuje tuż przed nią czyli wiatru i obniżonej temperatury. Jedyne wady tego systemu to ryzyko ściągania ekspresów „na mokro”, ale czym że to jest przy smaku wpinanej w stanowisko liny po przejściu sytego projektu!

Tuż po przejściu. Na zdjęciu brakuje Sebastiana Wutke, który niestety nie trafił ze swoją wstawką "przed burzą" ;)

Tuż po przejściu. Na zdjęciu brakuje Sebastiana Wutke, który niestety nie trafił ze swoją wstawką „przed burzą”😉

Jak już wspomniałem za pomocą techniki „na burzę” udało mi się wczoraj pokonać tytułowe Mroczne Widmo. Jest to otwarta pod koniec 2014 roku droga niezłomnego Waldka Podhajnego, znajdująca się z lewej strony czołowej ściany Jastrzębnika (najlepsza skała na Jurze Płn!). Linia jak na propozycję Waldka przystało oferuje mocno siłowe wspinanie w pionie i lekkim przewieszeniu. Na pierwszy rzut oka wiodąca trawersem w zdawałoby się płytowej formacji nie robi dużego wrażenia. Przy bliższym kontakcie okazuje się jednak, że kompletnie tarciowe stopnie wymuszają zwiększone użycie górnych partii ciała, a zawodnik po wstawce czuje się solidnie „zmielony”. To rzadkość w naszych skałach!

Waldek na Mrocznym Widmie w 2014, fot.arch W. Podhajny

Waldek na Mrocznym Widmie w 2014, fot.arch W. Podhajny

Droga nie poddała się lekko, siedem prób rozłożonych na kilka dni pozwala mi sądzić, że Mroczne Widmo przekracza barierę VI.6 plasując się gdzieś pomiędzy tym, a następnym stopniem naszej krakowskiej skali. Niezależnie od wyceny jest to linia zdecydowanie godna polecenia, tak jak zresztą większość dróg na tej jeszcze nie do końca wyeksplorowanej skale. Waldek szykuje już przedłużenie Widma (+ trudniejszy start), pracuje także nad linią tuż obok Alei Zasłużonych, do tego na przejście czeka nadal zamknięty projekt Przemka Mizery, a także kilka innych potencjalnie możliwych projektów…

Nieodłączna towarzyszka wypraw na Jastrzębnik <3

Nieodłączna towarzyszka wypraw na Jastrzębnik❤

Tydzień w Fontainebleau – Film!

Od marcowego wyjazdu w podparyskie lasy minęło już trochę czasu, ale wierzcie mi, że montowanie filmów, szczególnie jeśli nigdy się tego nie robiło, to naprawdę czasochłonne zajęcie…

Lista uwiecznionych boulderów w kolejności:

Jet Set 7A (by Maciek),
Graviton 7A,
Big Mama 7A,
Beatle Juice (by Maciek),
Smash 7B,
Biceps Mou 7B,
Controle Technique 7C+,
Berezina – Carnage 7C+,
La Balance 7C+,
Big Boss 7C,
Fourmis Rouges 7C,
Big Golden 7C+,
Noir Desir 7C,
Misericorde 7C+.

Zapraszam do oglądania, a zainteresowanych odsyłam do marcowego wpisu z wyjazdu.

Labak po raz pierwszy

Czeskie piachy. Rejon, który przez lata urósł w moich oczach do rangi mitycznej. Jeszcze jako dzieciak słuchałem na Obozowej opowieści o tych przerażających skałach, gdzie ręce zamiast wkładać do woreczka to wyciera się o spodnie,  jedyną asekuracją są jakieś dziwne supełki, a cała zabawa zamiast skupiać na wspinaniu opiera się raczej na strategii „jak przeżyć”. Z czasem jednak, z kolejnych historii zacząłem wyławiać coraz to bardziej konkretne informacje. Okazało się, że piachy to nie rejon, a potoczne określenie dużej grupy rejonów mieszczących się gdzieś na pograniczu Czech i Niemiec. Co więcej, jest tam też gdzieś miejsce, gdzie można używać magnezji, a drogi w dużej mierze są całkiem nieźle obite. Żeby tego było mało, pewna dobrze mi znana grupa zapaleńców, od jakiegoś czasu starała się mnie przekonać, że Labak – bo o nim mowa – to jeden z najlepszych sportowych rejonów w Europie! I to zaledwie 600km od domu! Nie ma co się więc dziwić, że gdy tylko nastąpiła okazja (wyjazd klubowy), oraz udało mi się związać i umieścić w bagażniku zdecydowanie przeciwną Labakowi ukochaną, natychmiast ruszyłem w  drogę! Witaj przygodo!

Maciek i rozgrzewka na VIIb

Maciek i rozgrzewka na VIIb

Pisząc te słowa siedzę już bezpieczny w domu, a minione 4 dni kojarzą mi się z tytułowym pierwszym razem. Pierwszy raz bowiem, wspinałem się z liną w piaskowcu i było to bardzo przyjemne doświadczenie. Skała słynąca z doskonałego tarcia i technicznego wspinania, tutaj dodatkowo wzbogacona bardzo ciekawą rzeźbą, to naprawdę gratka zarówno dla osób znudzonych tnącym skórę wapieniem jak i zakochanych w „piasku” z Blo.

Pierwszy raz także zabrakło mi liny podczas prowadzenia drogi i pierwszy raz było to niemal 10metrów… W Labaku większość dróg mieści się w przedziale 30-60metrów, choć jak widać są i takie po ponad 70. Przeżycia towarzyszące przejściu tej dość lotnie obitej i osadzonej w przepięknej scenerii drogi pozostaną mi w głowie na lata.

Kamil Ferenc i przepiękne Xb - Skuruti Beh

Kamil Ferenc i przepiękne Xb – Skuruti Beh

Ktoś jednak zapyta: „skoro jest tam tak wspaniale to czemu rejon ten nie jest popularny jak np. Rodellar?”. No i tu mamy mały haczyk, ponieważ mój kolejny pierwszy raz wiąże się z bardziej ambiwalentnymi doznaniami. Jak bowiem określić robienie pierwszej wpinki na ósmym metrze pionowego, wspinaczkowego terenu? Ci co mnie znają wiedzą, że jeśli chodzi o skalną psychę, długie wyjścia nad przelot i solidne odpadnięcia, to nie mam z tym najmniejszych problemów. Zazwyczaj wręcz, takie sytuacje uznaję za dodatkową atrakcję dróg. Sprawa ma się jednak inaczej gdy nie ma mowy o locie, bo jestem już sześć metrów nad ziemią, a do pierwszej wpinki nadal brakuje mi dwóch. Albo parę metrów wyżej gdy odpadając przed drugim przelotem, jedyną szansą na ocalenie jest skok asekuranta w dół w nadziei, że będzie spadał szybciej niż ja… Szkoda, ze Czesi stawiają tradycję nad bezpieczeństwem, szczególnie, że niektóre drogi są tutaj naprawdę dobrze obite, czemu więc pozostałym się to nie należy? Strachliwym pozostaje wybieranie lepiej ubezpieczonych propozycji, dokładanie gdzieniegdzie pętli (brzmi jak wspinanie na własnej, ale zazwyczaj to po prostu szybki zarzut taśmy na wystający róg skały i śmigamy dalej), lub wspinanie na wędkę.

Konrad na wyjątkowo krótkim i dość lotnie obitym VIIIb

Konrad na wyjątkowo krótkim i dość lotnie obitym VIIIb

Zbliżam się do podsumowania, gdzie leniwi omijając przydługie akapity poszukują za pewne krótkiej konkluzji – „spoko czy nie spoko?”. Nie będę się jednak silił na obiektywizm i kwestię przedstawię odpowiedzią na pytanie – „Czy do Labaka zamierzasz wrócić?” – Zdecydowanie tak! Tylko na jesieni, jak zrobi się warun🙂.

Poniżej najciekawsze z pokonanych przeze mnie linii, nie będę przeliczał wycen, bo piachy rządzą się swoimi prawami, szczególnie w upale i wilgoci ;]

První Vráska IXc OS – Jedna z najpiękniejszych dróg w moim życiu. 35 metrów wspinania po przewieszonym filarze w rdzawo pomarańczowym piaskowcu, 10 gwiazdek!

Bezzuby Yuchen Xa RP 2pr – Krótka jak na Labak i bardzo popularna, zapewne ze względu na wyjątkowo gęste obicie. Wytrzymałościowo siłowy ciąg po obłych półkach w lekkim przewieszeniu.

Navrat krale Xa RP 3pr – W słońcu było ciężko, ale się poddała. Najpierw techniczy pionik z cruxem w postaci popylania po obłym kancie na jedną rękę, a na deser spore przewieszenie po oblakach z jednym czujniejszym ruchem.

Zub času IXa OS – Mega klasyk 35metrów wspinania przedzielone dwoma super restami. Najpierw klameczki w przewieszeniu, potem mniejsze chwyty w pionie i na koniec przedziwny filarek, podobnie jak powyższe trzy – dobrze obita.

W drodze na Zub Czasu, fot. Konrad Boczyński

W drodze na Zub Czasu, fot. Konrad Boczyński

I na koniec kilka informacji praktycznych:

Dojazd:

Jadąc do Labaka (cz. Labske Udoli) w GPS ustawiamy Dolni Zleb i tam parkujemy. Wspinanie po tej (lewej) stronie rzeki to krótsze (do 40m) drogi w pomarańczowym piaskowcu, a wystawa jest w dużej mierze północna. Jeśli chcecie się wybrać na prawy brzeg to tuż przy parkingu chodzi prom, który za kilka groszy przeprawi was na druga stronę Łaby. Ścieżka pod skały znajduje się tuż nad wami. Wspinanie na prawym brzegu jest równie atrakcyjne, ale większość dróg to prawdziwe wyprawy, nawet 80metrów! No i wystawa południowa i południowo zachodnia, co zależnie od pory roku może być zarówno wadą jak i zaletą.

Spanie:

W Dolnym Żlebie znajduje się knajpa i kwatery u Kosti, podobno można tam też rozbić namiot, ale my spaliśmy w oddalonym o niecałe 20km Autokempie Pod Cisarem.

Szpej i zasady wspinania:

Lina 70, a najlepiej 80metrów i pamiętajcie o węzłach na końcu! Do tego warto zabrać kilka długich pętli (osadzanie żelastwa zakazane). W Labaku ze względu na brak stanowisk, osiągając ring zjazdowy przyaucamy się, wciągamy linę i zjeżdżamy na własnym przyrządzie. Wymóg ten podyktowany jest dbałością o stan ringów, które przyznam szczerze wyglądają zazwyczaj bardzo solidnie. Nie obawiajcie się jednak, bardzo często we wspomnianych ringach wiszą stalowe karabinki lub mailony i po wpięciu się w nie można zostać spokojnie opuszczonym przez partnera, bez potrzeby mozolnego wciągania liny i zjazdu. No chyba, że długość drogi przekracza połowę długości waszej liny. Wtedy pozostaje jedynie zjazd z przepinką.
I ostatnia kwestia – magnezja. Oficjalnie na prawym brzegu jest zakaz używania „białej odwagi”, a na lewym dostępna jest jedynie dla nielicznych (na trudniejszych drogach – od IXa). Obserwując lokalsów odniosłem jednak wrażenie, że przepis ten jest zupełnie martwy i nie należy się nim przejmować. Pamiętajmy jednak, że piaskowiec to specyficzna skała i nadmiar magnezji może poprzez zapychanie „porów” prowadzić do utraty jej tarciowych właściwości. Po skończonej przygodzie z drogą, warto więc wyczyścić po sobie naniesiony proszek.