One month In paradise

„To jest RodeRaj”, tak na moje pytanie o urodę Rodellaru odpowiedział Przemek. Podpisuję się pod tymi słowami w 100%. To był mój szósty wyjazd w to miejsce, ale już wiem, że chcę tam wrócić za rok! Poniżej krótka historia opowiedziana zdjęciami, a na końcu cyferki ;]

El delfin por detras - chyba najbardziej fotogeniczna skała w Rode

El delfin por detras – chyba najbardziej fotogeniczna skała w Rode

I samo miasteczko widziane z wąwozu Mascun

I samo miasteczko widziane z wąwozu Mascun

Bikini boulders ;]

Bikini boulders ;]

x2 ;]

x2 ;]

Bikini jumpers!

Bikini jumpers!

Michał na Philipe Cuisinere 8b/b+

Michał na Philipe Cuisinere 8b/b+

Ida na Alter Ego 8b

Ida na Alter Ego 8b

Zuzia na Caprichos de Lujuria 7b

Zuzia na Caprichos de Lujuria 7b

Jakiś Hiszpan na Iron Man 7b+

Jakiś Hiszpan na Iron Man 7b+

Radość po udanej wstawce - A Cravita 8a flash

Radość po udanej wstawce – A Cravita 8a flash

Dostawa sprzętu z Alpin Sklepu :)

Dostawa sprzętu z Alpin Sklepu :)

Warszawska młodzież ;]

Warszawska młodzież ;]

Ewcia w odmętach Las Ventanas del Mascun

Ewcia w odmętach Las Ventanas del Mascun

Grupowe selfie :P

Grupowe selfie :P

Wieczorne klimaty

Wieczorne klimaty

Kierownik wycieczki :P

Kierownik wycieczki :P

I jego świta

I jego świta

Rest day

Rest day

Perros no!

Perros no!

„Albin”

I obiecane cyferki:

Geminis, 8b+/c RP – Najlepsza droga w Rode! Przynajmniej z tych które robiłem ;) Pierwsze wstawki odbyłem już 3lata temu, ale dopiero teraz poczułem, że jest w zasiegu. Po kilku próbach, w swoim firmowym stylu spadłem 3razy na ostatnim ruchu, aż w końcu sie udało. Uff.

Alter Ego, 8b RP – Razem z Kings of Metal przeznaczyłem ją na dorobienie zaniedbanej przed wyjazdem wytrzymałości, opłaciło się :)

Florida L1, 8a+/b RP – Piękna, siłowa linia, na L2 za 8c zabrakło mi dosłownie jednego dnia. Musi zaczekać na za rok.

The Kings of Metal, 8a+ RP – Składa się z dwóch odcinków za 7c+ przedzielonych nohandowym „kolanem”. Ja po zrobieniu pierwszego pobiegłem już do końca :)

A Cravita, 8a Flash – Czaiłem się na tego flasha na prawdę wiele lat… Mega klasyk!

Rebelion en la Granja, 8a RP – Spodobała by się panelowcom. Kilka zgięć po słabych chwytach i jesteś pod stanem.

Spasiba + Iva, 7c+ OS – Same klamy ;)

Czekając na Godoffa + film

Samochód w warsztacie, forma w polu, a zakupy w planach. Tak określam moje przygotowanie do piątkowego wyjazdu na miesiąc. Bloga jednak aktualizować trzeba, więc wrzucam filmik z sobotniej, zakończonej sukcesem akcji na Godoffie. Jednej z najbardziej siłowych VI.6 w Polsce. Przejście miało miejsce w sobotę i gdyby nie wyjazd nóg w połowie, to określił bym je jako „z zapasem” ;]

A na deser Ewcia na Obadi Obada za VI.3+.

Walka z pogodą i zaległości sprzed lat

Złowieszcze chmury nad Podzamczem

Złowieszcze chmury nad Podzamczem

Walka z pogodą – pod takim hasłem upływają nam kolejne czerwcowe weekendy. Jurajska aura raczy nas na przemian 30-sto stopniowymi upałami i burzami określanymi przez ICM jako opad ponad skalę

Tym razem nie przeszło bokiem...

Tym razem nie przeszło bokiem…

Zanim jednak życzliwi przypomną starą maksymę „złej baletnicy…”, to pochwalę się pokonaniem dwa tygodnie temu dwóch „piątek plus na sześć”, które w sumie zajęły mi chyba 10lat prób :) Mowa tutaj o Tańcu Pająka w Mamutowej i Murarzu II na Dupie słonia. Pod pierwszą z tych dróg pojawiłem się już wieeeele lat temu, ale okazało się, że jestem za słaby ;]. Z podkulonym ogonem wróciłem na panel i do Mamuta pojechałem parę lat później. Niestety. W międzyczasie droga zmieniła swój charakter  i znowu nie miałem tu czego szukać -_-. Cała historia zakończyła się w zeszły weekend, gdy w końcu nie byłem za słaby :).

Łukasz podczas próby na Prawym Meningitisie

Łukasz podczas próby na Prawym Meningitisie

Z Murarzem II historia wygląda trochę inaczej. Pierwsze próby w drogę oddałem chyba 3 lata temu i wierzcie lub nie, ale wtedy wcale nie byłem za słaby! Po prostu liczne zbiegi okoliczności (urwane chwyty i stopnie), błędy (loty z „terenu rolniczego”) czy tragiczna pogoda (przysłowie o złej baletnicy…) pozwoliły mi spokojnie wpiąć się do stanu dopiero w ten sądny dzień co i na Tańcu Pająka. Obiecywałem co prawda, że jak mi się w końcu uda, to w następnej próbie przejdę drogę z plecakiem, ale moje niecne plany szczęśliwie pokrzyżowała kolejna zlewa.

W czasie deszczu dzieci się nudzą

W czasie deszczu dzieci się nudzą

I na koniec coś dla ekologów i wrażliwych obrońców zwierząt. W minioną sobotę na moich oczach, z ukrytego gdzieś w szczelinie skalnej gniazda sikorek wypadło małe piskle. Lot szczęśliwie zakończył się bardzo miękko i po wykorzystującej gazetę akcji ratowniczej, mały bezpiecznie powrócił do gniazda. Czekam na telefon w sprawie werbunku do Animalsów :D

Bohater całej akcji

Bohater całej akcji

Pracowity czerwiec

W ostatnich tygodniach temperatury zachęcają raczej do wyjazdów nad zbiorniki wodne, niż trenowania w dusznych halach, ale coż, wspinać się przecież trzeba. Pracować niestety też, choć u mnie obie te czynności dość często się zlewają.

Co do skał to ze względu na temperatury ostatnie dni zaliczam do okresu „zasiewów”. Na zbiory trzeba poczekać aż się ochłodzi. Tymczasem wrzucam dwie romantyczne fotki z Góry Zborów ;]


W zeszły weekend natomiast, o dość nietypowej jak na tę imprezę porze roku, odbyła się pierwsza edycja Pucharu Polski w Boulderingu. Co więcej, nietypowe było też miejsce. Ścianę rozstawiono bowiem na środku najbardziej reprezentacyjnej, łódzkiej ulicy – Piotrkowskiej. Żeby tego było mało przystawki tworzył jeden z najlepszych polskich duetów routesetterskich – Adam Pustelnik i Olo Romanowski, wspierany przez Michała Górskiego. Co prawda zdarzyło się małe potknięcie w eliminacjach, ale półfinały i finały? Czapki z głów! Chłopakom należą się gromkie brawa. Zresztą nie tylko im. Od strony organizatorskiej zawody również stały na wysokim poziomie. Oby tak dalej!

Swojego startu nie mogę zaliczyć do nieudanych. Do półfinału dostałem się bez najmniejszego problemu, a finał był na wyciągniecie ręki (dosłownie, zabrakło jednak zimnej krwi i sięgnięcia do topu na ostatnim baldzie). Ostatecznie wracam zadowolony, jednak z lekkim niedosytem i sporym apetytem na kolejne, wrześniowe edycje.

fot. Szymon Aksienionek

fot. Szymon Aksienionek

No dobrze, ale jak na razie piszę jedynie o wspinaniu, a nic o tej pracy. A na niedobór pracy routesetterskiej ostatnio narzekać nie mogę. Od zeszłego tygodnia spod mojej ręki (a raczej wkrętarki) wyszło kilkanaście nowych dróg na Murallu i Warszawiance. Serdecznie zapraszam do testowania!

Perfekcyjna niedoskonałość

Połowa maja, a ja dopiero zaczynam wspinanie na Jurze. Chyba się starzeję ;] Tym razem inauguracyjną drogą została (kolejna) nowość Janka Sokołowskiego na Łężcu – Perfekcyjna niedoskonałość za VI.6. Sąsiadująca z dynamiczną i bulderową Bożą inwazją, Perfekcyjna oferuje bardziej czujne i ciągowe wspinanie. Jeśli ktoś ma dosyć mikro fakerów i dwójek, ale nie gardzi wszystkim co się nie przewiesza, to warto zajrzeć na Łężec!

Łukasz Dudek na Perfekcyjnej Niedoskonałości

Łukasz Dudek na Perfekcyjnej Niedoskonałości

Mnie przypadło w udziale pierwsze powtórzenie drogi, a chwilę potem do łańcucha wpiął się Łukasz Dudek, trudności potwierdzone, dzięki Janek!

Pomiędzy dwoma zamkami - Mirów

Pomiędzy dwoma zamkami – Mirów

Last Round, Last Minute…

I jak tu w paru zdaniach opisać 2 tygodniowy wyjazd!? Pomocne okazać by się mogły zdjęcia, ale oczywiście zamiast doskonalić swój fotograficzny warsztat wolałem w nieskończoność wizualizować ruchy na drogach, pracować nad perfekcyjną opalenizną i godzinami dywagować o wyższości mielonego mięsa nad tuńczykiem z puszki… Jeśli ktoś zastanawia się gdzie tym razem nas wywiało to odsyłam do zeszłorocznego wpisu – Saint Léger – wspinaczkowa perła Prowansji.
No dobra, ale o co chodzi z tym tytułem? Pomysł podrzucił mi Maciek, zainspirowany burzliwymi wydarzeniami ostatniego dnia wyjazdu…
Wszystko zaczęło się parę dni wcześniej podczas wyboru projektów na drugą cześć wyjazdu. Ja bez wahania uderzyłem na 40 metrową perełkę sektora Face Est czyli Le Nabab za 8b+, Maciek i Konrad wybrali największy klasyk St. Léger czyli FFMeuh za 7c+, a Łukasz bezpiecznie postanowił na niczym dłużej nie przysiadać.

Środkiem tej groty idzie Le Nabab

Środkiem tej groty idzie Le Nabab

Kolejne dni przebiegały po naszej myśli. Zarówno u chłopaków jak i na mojej drodze ruchy nie stanowiły problemu, do sukcesu brakowało jedynie wytrzymałości. Chwilę później, w obliczu obolałych przedramion i pozrywanej skóry na opuszkach, końcówkę wyjazdu postanawiamy przewspinać w systemie 1/1, czyli dzień wspinania i dzień restu. Pomysł o tyle trafiony, że każdego z dni wspinaczkowych będziemy w najlepszej dyspozycji, ale tracimy też jeden dzień na wstawki i cała akcja będzie się rozgrywać ostatniego dnia.

Konrad na FFMeuh, fot Maciek Ostrowski

Konrad na FFMeuh, fot Maciek Ostrowski

W piątek budzimy się wypoczęci, pogoda nie najgorsza, choć co niektóre z chmur są podejrzanie granatowe. Plan jest taki: jemy śniadanie, pakujemy wszystko poza plecakami na wspin, robimy projekty tuż po rozgrzewce, potem kilka zdjęć i wczesnym popołudniem zahaczając o pizze wyruszamy w trasę do Polski. Rzeczywistość niestety okazała się mniej kolorowa ;] Pierwszy w drogę startuje Konrad, idzie bezbłędnie. Poza głośnym dopingiem, wymieniamy z podziwem uwagi „ale moc”, „ zrobi na miękko”, itd. Niestety, Konrad łapie „klamę z której się nie spada” i ku zdziwieniu wszystkich pod ścianą, postanawia spaść ;]. Teraz moja próba. Czuję moc jak nigdy i… i spadam w cruxie, Maciek podobnie, no nic mamy jeszcze spokojnie po dwie próby, które…… pominę i płynnie przejdę do trzecich, teoretycznie ostatnich, bo stawiamy wszystko na jedną kartę i restujemy po 2-3godziny aż do ok 18. Przerwa się opłaca, Konrad topuje FFMeuch, swoją życiówkę. Z Maćkiem stwierdzamy, że sukces odczarowany. Wbijam w drogę, czuję się trochę gorzej niż w pierwszej wstawce, ale cisnę a muerte! Przechodzę crux z lekkim zapasem i ląduję w reście, 35m nad ziemią. Teraz jeszcze 8 ruchów za ok 7b+ i końcowe klamy. Czuję się świetnie, w powietrzu unosi się zapach sukcesu, wchodzę w końcową sekwencję, jeszcze 5 ruchów, trzy, jeden. Nagle wyjeżdża mi noga, jestem w sporym przewieszeniu, więc ciało jak z procy ustawia się w poziomie, chwyty przestają pracować i po 10metrowym locie zdzieram sobie gardło wykrzykując różnorakie epitety. Z dołu poza milczeniem chłopaków słyszę uśmiechających się z politowaniem Francuzów. Nie wierze, że to się stało. Przez 15lat wspinania popełniałem różne błędy, ale ostatniego dnia wyjazdu, w ostatniej próbie na ostatnim, już nie trudnym ruchu??? Idę łapać Maćka, który po rewelacyjnej walce wpina się do łańcucha 7c+. Jest już po 19. Chłopaki robią ostatnie wstawki w zaległe „łatwiaki”, a ja podejmuję decyzję, że jeśli mam wyjechać bez drogi to przynajmniej z poczuciem, że dałem z siebie absolutnie wszystko. Czekam do 20:30, startuję w półmroku, ale chwyty jeszcze dobrze widać. Przechodzę pierwsze trudności, ok 8b zakończone dobrym restem. Staram się nie myśleć o niczym innym niż o kolejnych ruchach. Wchodzę w cruxa, chłopaki i francuzi zaczynają się drzeć. Tym razem nie jest tak łatwo, każdy ruch robię na granicy możliwości i znowu ląduję w Klamach nad którymi spadłem 2godziny temu. Tej okazji już nie zmarnuję, czekam aż zbułowanie zejdzie z przedramion. Temperatura lepsza niż idealna. Już mam startować gdy z dołu słyszę ciche „o nie”. Nad głową rozlega się szum deszczu… Szybka analiza sytuacji i stwierdzam, że to raczej dobry omen niż zrządzenie losu. Ruszam, dochodzę do ruchu z którego spadłem, dokładam rękę, teraz już nic mnie nie powstrzyma. Sięgam do topu, wpinam linę i krzyczę w niebogłosy. Nominalnie Nabab nie jest moją najtrudniejszą drogą w dorobku, ale mentalna walka jaką musiałem stoczyć stawia ją na samej górze mych skalnych zdobyczy. Wybiła 21. Schodzimy ze skał i wsiadamy do auta. Odpalam silnik i w tym momencie następuje oberwanie chmury. Last round, last minute :]
No dobra, a jak wyglądaliśmy po zjechaniu z dróg? Ja z Maćkiem tak:

fot + edit Maciek Ostrowski

fot + edit Maciek Ostrowski

A Kondor tak:

fot + edit Maciek Ostrowski

fot + edit Maciek Ostrowski

:D

Obiecana pizza, fot. Maciek Ostrowski

Obiecana pizza, fot. Maciek Ostrowski

Prywatny prysznic

Prywatny prysznic


DSC_0057_1 DSC_0090_1 DSC_0154_1 DSC_0131_1 DSC_0147_1 DSC_0215_1 DSC_0298_1 DSC_0314_1 DSC_0345_1 DSC_0327_1