Miesiąc: Styczeń 2016

Drytooling w Janówku

Tak, tak, to nie żart. Po 2 latach umawiania, Maćkowi w końcu się udało wyciągnąć mnie na bunkry i to nie pobulderować, ale powspinać się z ciupagami i w rakach ;]

Paintbollowe konstrukcje w Janówku

Paintbollowe konstrukcje w Janówku

Pewnie nie każdy odwiedzający ten „wspinaczkowy blog” wie o co chodzi, więc spieszę wyjaśniać. Drytooling to (za wikipedią) rodzaj wspinaczki charakteryzujący się wykorzystaniem sprzętu typowego dla wspinaczki lodowej (dziaby i rakobuty) na nieoblodzonych drogach skalnych. Dla mnie rzecz kompletnie nowa. Jako stuprocentowy wspinacz sportowy nigdy nie miałem zarówno raków na nogach, jak i czekana w ręku, a janówkowe bunkry wspominam jedynie z boulderowych wypadów na Joe Weidera i Suplement (lokalne klasyki). Mając jednak w pamięci filmik z Markusem Bendlerem sprzed kilku lat, oraz ulegając słonecznej i śnieżnej zimowej aurze, umówiłem się z Maćkiem na 4 godzinki „szkolenia” drytoolowego.

Na miejscu cisza i spokój, po krótkim wstępnie teoretycznym, wiążę się do liny, biorę dziaby i z dużą nieśmiałością zbliżam się do drogi Kwękacz-Stękacz D6+ (ponoć rozgrzewkowa). Jeszcze tylko otwieram usta, żeby powiedzieć coś w stylu: „ale jak będę się bał to daj blok”, gdy z za winkla wychodzi wesoła gromadka z Alexem na czele i się zaczyna:

– Buuuahahahah!!! Stefan będzie drytoolował!!!!! Szybko, kręcimy to!

I to by było na tyle jeśli chodzi o kameralne szkolenie…

Mina adekwatna do sytuacji... fot. Maciek Ostrowski

Mina adekwatna do sytuacji… fot. Maciek Ostrowski

Ostatecznie, po ponad 7 minutach walki (na kilku metrach drogi), w dygotach, z zadyszką, i zbułowanymi przedramionami ale szczęśliwy, że nie dostałem dziabą w zęby, wpinam się do stanowiska. Tutaj fimik z tego żenującego spektaklu ;] Jak się okazuje zrobiłem „takie drytoolowe VI.1”, no ekstra… Kolejna droga poszła już nieco zgrabniejAntygrawitacja D7+ – „Nooo, to to bardziej VI.1+”

-_-

Jedziemy dalej, pora na „coś więcej niż VI.1+”. W mękach („stary ale sobie poutrudniałeś” i „to nie była czwórka tylko jakaś nowa figura…”) udaje mi się przejść Równowagę – D8+. Nie pytam o przelicznik wyceny, bo pewnie powiedzą, że VI.1+/2… Poza tym jestem tak zbułowany, że równie dobrze moglibyśmy się już zbierać do domu.
Głupio jednak wrócić bez spróbowania czegoś trudniejszego. Wybór pada na Stary człowiek nie może za D10+. No tutaj to już jest poważne wspinanie. Przedramiona odmawiają mi współpracy jeszcze przed głównymi trudnościami. Na koniec robię w bólach D7 i pełen uznania dla chłopaków wracam do auta.

Alek na Kwękaczu

Alek na Kwękaczu

Na koniec chciałem bardzo podziękować Maćkowi Ostrowskiemu za zorganizowanie całego wyjazdu, użyczenie szpeju i pomoc w pierwszych krokach z dziabami. Cała przygoda z DT wiele mnie nauczyła i choć nie zamierzam się przerzucać na tę gałąź wspinaczki, to kto wie czy kiedyś jeszcze nie wskoczę w rakobuty… 😉

DSC_3845_1

Pewnego razu w Ospie

W czym? W Ospie. To taka mała słoweńska wioska nieopodal granicy z Włochami. Mają tam wielki most, trochę pól i jeden z najlepszych w Europie rejonów skalnych – Misję Pec.

Misja Pec w całej okazałości:

Trochę inne ujęcie:

Most:

No dobrze, a jak się ubrać do tego Ospu?

Jeśli tak jak my jedziecie w grudniu, to polecam ubiór „na cebulkę”:

W razie gdyby było za ciepło, to bez problemu można się rozebrać:

Także podczas wspinania:

Inna opcja to klasyczny, kolorowy hipsterski outfit:

Kolejna kwestia – zakwaterowanie. Polecamy Hostel Ociski Raj, taras jest tu na tyle duży, ze spokojnie można lepić bałwana:

A i zachody słońca niczego sobie:

A samo wspinanie? Za argument niech posłuży fakt, że byłem tu już dziesiąty raz…

Konrad podczas prób na projekcie

Konrad podczas prób na projekcie

Tym razem wracam z kilkoma „ósemkami a” oraz przepiękną, 35-metrową 8b+ – Kaj Ti Je Deklica. Na drogę składają się trzy cruxy z czego ostatni rozgrywa się tuż pod stanowiskiem. To właśnie tam miałem „przyjemność” odpadać kilkukrotnie nim ostatecznie udało mi się przedrzeć do topowej klamy. Co ciekawe cała akcja rozgrywała się przy totalnej zlewie. Gdy podczas rozgrzewki podszedłem obczaić sytuację na końcowym bulderze okazało się, że wszystkie kluczowe chwyty, wraz z klamą topową, są zalane. Łudząc się, że tego dnia uda mi się oddać porządną próbę poupychałem w mokrych krawądkach papier toaletowy i postanowiłem się wstawić. Ostatecznie ruchy które „na sucho” nie chciały mnie przepuścić w ciągu, dziś padają mimo totalnej wilgoci i konieczności wyjmowania papieru z chwytów podczas wspinania. Jak widać powiedzenie, że „warun to stan umysłu” ma w sobie dużo prawdy 🙂

Klimaty wioski Osp

Klimaty wioski Osp

Dziewczyna z okładki

Dziewczyna z okładki

Rozgrzeweczka, fot. Konrad

Rozgrzeweczka

Mgła, słońce i Zuzia

Mgła, słońce i Zuzia

Radosny Tomek

Radosny Tomek