Miesiąc: Maj 2017

Weekend na (VI.)5+

W końcu. W końcu przyszła wiosna i choć w skałach preferuję raczej niższe temperatury, to takiego weekendu jak miniony naprawdę mi brakowało.

Czarek i Ścieżka Chaosu za VI.4. Zegarowa, Smoleń. Na ścianie po prawej od widocznego zacięcia biegnie Najwyższy Czas i Perpetum Debile.

Czarek i Ścieżka Chaosu za VI.4. Zegarowa, Smoleń. Na ścianie po prawej od widocznego zacięcia biegnie Najwyższy Czas i Perpetum Debile.

W sobotę trzeba było co prawda chwilę poczekać aż skała podeschnie, ale po południu wyszło słońce i dzień zakończyłem ze sporym dorobkiem naprawdę pięknych dróg. Aż dziw, że po tylu latach wspinania na Jurze znajduję tu takie perełki.

Jak zwykle nie wszystkim było wystarczająco ciepło ;)

Jak zwykle nie wszystkim było wystarczająco ciepło 😉

...a inni dzielnie walczyli ze słońcem

…a inni dzielnie walczyli ze słońcem

Niedziela to już totalna sielanka. Tłumy ludzi, pełna lampa i piknik pod skałką.

Znajdź jeden niepasujący element

Znajdź jeden niepasujący element

Sielanka sielanką, wspin jednak musi być. Poniżej wrzucam mój weekendowy wykaz wraz z podpisami, bo wydaje mi się że każda z pokonanych przeze mnie dróg zasługuje na komentarz:

Czasoprzestrzeń VI.3+ OS (Zegarowa, Smoleń) – 13 wpinek O_O, ładna, dość ciągowa linia środkiem skały.

Prosty Kant VI.4 OS (Zegarowa, Smoleń) – super ładna, wspinanie po ostrzu filara, na początku w lekkim przewieszeniu na misia. Dobra na onsight

Solaris VI.4+ OS (Słoń, Grochowiec) – bardzo brzydki start i dalej całkiem ładne ciągowe wspinanie po dziurach.

Nabrzmiałe Gruczoły VI.5 2pr RP (Słoń, Grochowiec) – ultra brzydka, odradzam 😛

Perpetum Debile VI.5+ 2pr RP (Zegarowa, Smoleń) – REWELACJA, ścisła czołówka w tej trudności na jurze pod kątem urody. Na dole wspin na misia po obłym filarze zakończony koordynacyjnym ruchem rodem z bulderu po paczkach, dalej lekkie przewieszenie po klamach i na koniec ciąg + techniczny crux po małych chwytach.

Czas najwyższy VI.5+/6 2pr RP (Zegarowa, Smoleń) – też świetna, na początek siłowe przewieszenie, a dalej ultra ciąg po urozmaiconych chwytach, nie nazwałbym jednak tego terenu westowym 😉 Droga sprzed 4 lat, ktoś to robił? Szkoda jedynie, że na dole mocno potraktowana dłutem.

Wiosna w pełni!

Wiosna w pełni!

Margalef – jestem za, a nawet przeciw!

– Gdzie jedziecie na majówkę?

– Do Margalefu, pierwszy raz!

– Co?! To jeszcze tam nie byłeś?!! Jak to możliwe!?

A no nie byłem, a taki mini dialog przeprowadziłem w ostatnich tygodniach naprawdę wiele razy… Cóż tu dużo mówić. Wiosna i jesień to najlepsze na wspinanie w Europie okresy w roku. Nic więc dziwnego, że przez 15 lat zawsze pojawiała się jakaś bliższa, zazwyczaj tańsza, ale i równie kusząca destynacja jak Hiszpania. Zazwyczaj Osp, czasami Franken, Saint Leger, Ceredo, „Kalanki”, Leonidio, Labak, Sycylia, Sardynia, Polska Jura… no dobra, miejscówki nie zawsze były równie kuszące, ale pozostałe dwa warunki raczej spełniały ;].

Wspinanie w sektorze Espadellas

Wspinanie w sektorze Espadellas

Po wielu latach przyszedł jednak czas na pierwszy wspin w Katalonii. A nie, jednak drugi, bo właśnie sprawdziłem, że Terradets też się łapie do tego autonomicznego regionu. W każdym razie pod koniec kwietnia, wraz z ukochaną lądujemy na lotnisku w Barcelonie. Jeszcze tylko klasycznie nocka na terminalu i już możemy odbierać nasze zamówione auto z segmentu „mini”. I tutaj pierwsza niespodzianka. Pani w Europcarze nie może znaleźć kluczyków do naszej fury i w nagrodę daje nam 2 klasy wyższego Seata. Czy ten trip może zacząć się lepiej? Chyba może, po wyjściu z lotniska wita nas wręcz idealna pogoda. Słoneczko, lekka bryza i przyjemne 19 stopni. Najlepiej!

Bolid i mój pilot

Bolid i mój pilot

Taras z widokiem :)

Taras z widokiem 🙂

Dobra, koniec tego przynudzania. Czas na słowo o wspinaniu, bo jest o czym pisać!

Przez 10 wspinaczkowych dni udało nam się zwiedzić całkiem sporo sektorów, zrobić kilkadziesiąt dróg od 6a do 8a+ (moje 8a.nu dla dociekliwych), różniej długości, w różnym przewieszeniu i o zróżnicowanym charakterze. Do tego NIE zrobiliśmy też kilku trudniejszych propozycji (winię za to śródziemnomorską winno – serową dietę ;]), więc bagaż doświadczeń ze wspinania w tym zlepieńcowym rejonie zebrałem całkiem pokaźny. Jak wrażenia? Zacznijmy od wad, żeby na koniec zostało wam pozytywne wrażenie po zaletach. Mnie w każdym razie takie zostało.

Ostra skała i monotonne wspinanie po dziurach. Te dwie cechy mnie tu ewidentnie męczyły. Po niemalże każdej wstawce niezbędna była pomoc cążek, papieru ściernego i tejpa żeby doprowadzić skórę do porządku. Do tego nie raz zamiast walczyć z drogą, musiałem walczyć z bólem skóry i to nie wywołanym pęknięciami czy zdarciem opuszków, a raczej miażdżeniem ciągle tych samych punktów na palcach przez ostre krawędzie dziurek. Monotonne wspinanie to już mniej konkretny zarzut aczkolwiek dla mnie dość poważny. Zdecydowana większość dróg prowadzi tutaj po dziurach i stopniach pracujących od góry. Nie ma oblaków, ścisków, chwytów w plecki, odciągów, rzadko widuje się krawądki, a nogi pomagają mniej więcej tyle co na słynnym Moon Boradzie. Teraz przyznać się, kto na myśl o tym ostatnim pomyślał – „idealnie!”;]. Nie bez przyczyny na początku tego akapitu napisałem o „cechach”, a nie „wadach”, w końcu czyż to nie jeden z piękniejszych elementów wspinania, że każdy może znaleźć coś dla siebie, w swoim stylu? Na koniec tej mocno subiektywnej grupy „cech negatywnych” dorzucę jeszcze jedną – niewielką liczbę długich dróg (kto tym razem?). Cóż mogę poradzić, że większą przyjemność sprawia mi przedrałowanie 40m niż jedynie 20 , a właśnie tej długości jest zdecydowana większość linii w Margalefie.

Leszek podczas wieczornego przejścia Miguel el Casero 7c+

Leszek podczas wieczornego przejścia Miguel el Casero 7c+

Ok, czas na zalety. Tutaj będzie chyba bardziej obiektywnie: ogromna liczba dróg, brak wyślizgu, brak tłumów w skałach, czytelne na onsight drogi, wszystkie wystawy, praktycznie brak podejść, ładne krajobrazy, dwa super tanie campy czy bliskość wielu świetnych rejonów (jakby ktoś miał dość dziurek). Jak widzicie ta grupa jest trochę większa, choć moje „zarzuty” są całkiem poważne i z tego względu nie mogę zaliczyć Margalefu do swojego top 3. Nie zmienia to jednak faktu, że pewnie znalazłby się tuż za nimi, a we wspomnianym top 3 nie mam już zbyt wiele do zrobienia. Podsumowując –  Margalef odwiedzę jeszcze nie raz!

No dobra był jeden chłodny dzień ;)

No dobra był jeden chłodny dzień 😉

Zazwyczaj było jednak wakacyjnie

Zazwyczaj było jednak wakacyjnie