Miesiąc: Czerwiec 2017

Soczysty Sprint i inne…

Ktoś mi kiedyś zwrócił uwagę, że wszystkie sześć siódemki zrobiłem jesienią i miał rację…aż do zeszłej soboty :]. Schemat przełamany, a w kapowniku ląduje tytułowy Soczysty Sprint.

Soczysty Sprint VI.7, fot. M. Ostrowski

Soczysty Sprint VI.7, fot. M. Ostrowski

Droga rozwiązuje środek przewieszenia czołowej ściany Suchego Połcia i oferuje dość niespotykane jak na Jurę wspinanie – pozytywne krawądki w sporym przewieszeniu. Mimo 20 metrów wysokości Soczysty Sprint testuje raczej bulderowe zdolności. Kluczowa sekwencja mieści się w ok. dziesięciu trudnych ruchach, z czego trzy można uznać za ewidentny crux drogi. O włos od prowadzenia byłem już dwa lata temu niestety, w jednej z najlepszych prób uszkodziłem troczek w małym palcu i wstawki odpuściłem na ponad półtora roku.

Powrót nastąpił jeszcze przed zawodami w Łodzi. „Kontrolne” wstawki dały mi do zrozumienia, że jedyne czego potrzebuję do sukcesu to odpowiednia pogoda. Warunek nie tak łatwy do zrealizowania w niemal letnim sezonie. Na miejscu melduję się dwa tygodnie później. Pogoda sprzyja, choć widmo deszczu ciężko zwisa nad głowami. Na rozgrzewkę powtarzam Onyks, później wieszam ekspresy i w pierwszych kroplach deszczu zaczynam wstawkę. Niestety, zabrakło skupienia i po chwili jestem z powrotem na ziemi. Na następną próbę nie ma już szans, droga zalana. Ale nie wszystko stracone! Szybkie oględziny stron portali pogodowych dają szansę na wieczorne przejaśnienia. Plan jest więc prosty – szybki lunch i powrót na projekt. W tym miejscu powinienem chyba zareklamować naleśniki z dżemem w podzamczańskiej Stodole – trzy sztuki i projekt pada w pierwszej wstawce ;] Na deser prowadzę jeszcze bardzo przyjemną kombinację Loża Szyderców VI.5 i ciśniemy kibicować Biało – Czerwonym.

A wracając jeszcze do zawodów w Łodzi – wczoraj pojawił się świetny klip z finałów autorstwa Łukasza „Jankesa” Jankowskiego. Zapraszam więc do krótkiej video relacji:

A na koniec mała autoreklama. Pamiętacie poniższe zdjęcie? Ta skała to Dziewica na Kołoczku, a mój kadr został wybrany do reklamowania naszej polskiej Jury na wystawie CLIMBING GARDENS OF THE WORLD będącej częścią ogromnych targów IGA wystawianych od kwietnia do listopada w Berlinie.

Gdzieś tutaj nasza Jura ze zdjęciem Dziewicy :)

Gdzieś tutaj nasza Jura ze zdjęciem Dziewicy 🙂

Mistrzostwo Polski

Pamiętacie oscarowy film Slumdog? Główny bohater, młody chłopak bierze udział w „Milionerach” i ku ogromnemu zdziwieniu publiczności (i prowadzącego) odpowiada na kolejne, coraz trudniejsze pytania. Wydawać by się to mogło niemożliwe, jednak reżyser na bieżąco ukazuje nam sceny z przeszłości chłopaka, dzięki którym młody Hindus poznał te wszystkie, niezwykle trudne odpowiedzi. Chyba nie muszę mówić jak film się kończy…

Nadal ciężko uwierzyć :)

Nadal ciężko uwierzyć 🙂

Skąd ta historia? Bo tak właśnie czułem się w niedzielę, jako jedyny topując dwa, dające Mistrzostwo Polski Bouldery. Pierwszy z nich – trickowy start na „rozpieraczkę” pomiędzy dwoma strukturami. Wtedy jeszcze tego nie zauważyłem, ale poranne zakwasy w barkach dały mi do zrozumienia, że był to ruch angażujący te same mięśnie ramion co wałkowane przeze mnie od lat stanie na rękach. Chwilę później trochę „normalnego” wspinania i nagle znalazłem się nieopodal topowej struktury, bez konkretnego planu co zrobić dalej… Zacząłem od oceny sytuacji i wtedy w ciągu ułamku sekundy zadziało się kilka rzeczy. Najpierw usłyszałem z publiczności głośny doping i krzyk „dawaj, 5 sekund!!!”, następnie pojawiła mi się w głowie scena z niedawnych finałów Pucharu Świata w Chinach gdzie Tomoa Narasaki, na 3 sekundy przed końcem czasu, zamiast giełgać po paczce jak w poprzednich próbach stwierdził, że nie ma już nic do stracenia i wystrzelił petardę w stronę topowej klamy (z sukcesem). Trzecie wydarzenie było oczywiście wywołane dwoma poprzednimi i sekundę później ląduję dwoma rękami na topie, krzycząc chyba głośniej niż sam Tomoa. ;]

"Ten" moment, fot. Kuba Pawlusiński‎

„Ten” moment, fot. Kuba Pawlusiński‎

Na drugim z pokonanych przeze mnie i ostatnim z czterech finałowych problemów cała akcja rozegrała się w zasadzie na dołożeniu do topu, które polegało nie tyle na utrzymaniu nietrzymalnego placka co na złapaniu no hand resta czyli stabilnej pozycji na ścianie, bez użycia rąk. I co? Chwile po sukcesie dociera do mnie, że była to przecież dokładnie taka pozycja jak dwa tygodnie temu na jednej z piękniejszych jurajskich sześć trójek – Tańcu ze Słoniem, gdy dla zabawy postanowiłem poszukać no handów i po długim kombinowaniu, stojąc na prawej nodze udało mi się złapać niemal identyczną pozycję do tej z niedzielnych zawodów.

Wyniki finału

Wyniki finału

Widzicie już analogię do filmu? A może to jeszcze szok i gadam od rzeczy ;] Gratulacje dla wszystkich startujących, a w szczególności dla moich klubowych kolegów Szymona i Mikołaja za wspólne obsadzenie całego podium. Całe męskie pudło dla ukochanego klubu, couldn’t be better! #UKArules