Kołoczek

Wściekłe Psy

„Dawaj na Bloco, w skałach będzie lało” – ciężko było opędzić się od tych słów przed minionym weekendem. Na szczęście sceptycy byli w błędzie, bo Podlesice powitały nas przyjemną temperaturą i przebijającym się przez chmury słońcem. Słowem – warun idealny!

Nie ukrywam, że wybór Góry Zborów nie był przypadkowy, a plan na sobotę dość prosty – Wściekłe Psy VI.6+. Droga padła w trzeciej próbie dnia, w klasycznym Madejowym stylu – „telepało go od początku ale urobił”.  Jako, że to przejście wiele dla mnie znaczy postanowiłem lekko rozwinąć całą historię…

Wściekłe Psy - fot. Maciek Ostrowski

Wściekłe Psy – fot. Maciek Ostrowski

Wściekłe Psy na Turni nad Kaskadami to wielki klasyk Podlesic i najtrudniejsza droga Góry Zborów (wraz z kombinacją Pawła Wyrwy – Kill Bill). Autorem tej mocno bulderowej linii jest nie kto inny jak słynny autor i pogromca takich klasyków jak Tyranozaurus Rex i Sportland na MściwojaKuba Rozbicki. Droga powstała w 2001 roku, czyli mniej więcej wtedy gdy zaczynałem się wspinać. Nie małe wrażenie zrobiło na mnie 5 lat później pokonanie drogi przez Ziółka, a wiszące niegdyś na banerze podlesickiego sklepu zdjęcie pamiętam do dziś. Zresztą wspomniane fotki Wojtka Barczyńskiego możecie jeszcze znaleźć tu(klik).

Wściekłe Psy i Kuba Ziółkowski - fot Wojtek Barczyński, 2006 rok

Wściekłe Psy i Kuba Ziółkowski – fot Wojtek Barczyński, 2006 rok

Nadszedł rok 2013 (mniej więcej), a ja postanowiłem sprawdzić czy mam czego szukać na owianej legendą drodze. Wystarczyła jedna wstawka. Nie miałem. Psy wydały mi się znacznie trudniejsze niż pokonany tego roku Sportland, a plany przejścia musiałem odłożyć na przyszłość. Po dwóch latach wróciłem silniejszy i znowu jedna wstawka. Nie. Tym razem dwie, bo może byłem niedogrzany ;] I znowu porażka. I jak już się domyślacie, 2 lata później (czyli w zeszłą sobotę) postanowiłem wybadać temat ponownie i… przełom! Od razu sklejam wszystkie ruchy, bulder zacykany, pora wrócić za tydzień.

Sportland Na Mściowoja, Psy idą dokładnie 2 metry w prawo - fot. Wojtek Ryczer, 2013r

Sportland Na Mściowoja, Psy idą dokładnie 2 metry w prawo – fot. Wojtek Ryczer, 2013r

Dalszą część tej przydługiej historii już znacie. W ostatecznym rozrachunku na Wściekłych Psach miałem zaledwie kilka prób, nie więcej niż na Sportlandzie i Hipnofotofilii (też VI.6+ i też Kuby!!!), ale przygoda trwała wiele lat, dzięki czemu sukces smakuje naprawdę doskonale. No i mam już na koncie całą tetralogię Rozbickiego. Dzięki Kuba za te drogi!

Robert Pietkiewicz na Pajączkach

Robert Pietkiewicz na Pajączkach

Niedziela to już mniej ekstremalne wspinanie na Kołoczku. W szybkim RP rozprawiam się z Aguirre – Gniew Boży, dziwną drogą – trawersem za VI.5+ (hard). Aha i gratki dla Robercika za stylowe przejście Pajączków!

Robert Pietkiewicz na Pajączkach

Robert Pietkiewicz na Pajączkach

Hasta la vista Jura!

Na szybko wrzucam kilka zdjęć z minionej niedzieli spędzonej na Kołoczku. Na tekst nie ma czasu, bo za parę godzin wsiadam do auta i jedziemy do Hiszpani. Hasta la vista!!!

Staszek ciśnie Young Power VI.4+

Staszek ciśnie Young Power VI.4+

Kuba i próba na Young Power

Kuba i próba na Young Power

 

Irek i locik na Porozmawiajmy o Kobietach VI.4+/5

Irek i locik na Porozmawiajmy o Kobietach VI.4+/5

I znowu Staszek, tym razem próba na Pękniętym Zwierciadle za VI.5

I znowu Staszek, tym razem próba na Pękniętym Zwierciadle za VI.5

Kto wie co to? :)

Kto wie co to? 🙂

DSC_5875_1

Tyrannosaurus rex

Ból palców, porozcinane opuszki, dziura w bucie i droga legenda na koncie. To bilans minionego weekendu :]

Podczas prób w czerwcu, fot. Maciek Ostrowski

Podczas prób w czerwcu, fot. Maciek Ostrowski

Moja znajomość z Tyranem przerodziła się w całkiem ciekawą przygodę z dramatycznym finiszem i szczęśliwym zakończeniem. Jeszcze rok temu wmawiałem sobie, że nigdy nie zrobię tej mitycznej płytki. Bo za krótka, bo trzeba zapinać, bo nie złapię „wkrętki”. Co więcej, po pierwszej wstawce w maju tego roku nie zmieniłem jakoś specjalnie zdania, przynajmniej w kwestii długości i zapinania, bo wkrętkę oczywiście złapałem ;]. Potem poszło już z górki. Po paru próbach byłem w stanie przechodzić drogę z jednym blokiem, ale wciąż bez najtrudniejszego ruchu. Po ok. 8 wstawkach, rozłożonych ze względu na pękającą skórę na 4dni, zacząłem też kleić najtrudniejszy ruch ze słynnych robinhoodków. I w momencie, gdy droga była już na wyciągniecie ręki, gdzieś w Smoleniu, na jakiejś drodze, strzeliło mi coś w palcu…

Lekko rozmazane zdjęcie z przejścia, fot. Mateusz Czempiel

Lekko rozmazane zdjęcie z przejścia, fot. Mateusz Czempiel

Na miejsce wróciłem 3tygodnie temu, nieśmiało przypominając sobie patenty i testując odzwyczajone od wapienia palce. Dwie próby i „zobaczymy co będzie za tydzień”. Tydzień później było już całkiem dobrze, ale to jeszcze nie to. Znów dwie próby i „za tydzień a muerte”.

I już z legendą na koncie :]

I już z legendą na koncie :]

A w ten weekend? Gdyby któryś z pogromców Tyrana oglądał moje wstawki to pewnie parskał by śmiechem. W pierwszej próbie spadam za cruxem siedem ruchów przed stanem kompletnie tracąc czucie w zmarzniętych palcach. Zjeżdżam, łapię oddech, przewiązuję się i uderzam ponownie, tym razem spadam 4 ruchy od stanu (teraz się śmiejecie ;] ) i nawet nie wiem czemu. Kolejna próba to już nie to. Pakuję się i stwierdzam, ze ten jeden raz zaryzykuję wstawki 2dni pod rząd. W niedziele warun idealny, 9stopni i lampa. Podczas rozgrzewki stwierdzam, że skóra nie wytrzyma nawet jednej próby. Plastruję więc kluczowy opuszek, a plaster ściągam zębami dopiero przed robinhoodkami. Plecki, plecki, wstawienie nóg. Utrzymuję dwójkę, przejście nogami i spokojnie sięgam do wpinkowej krawądki. Tym razem się nie poddam, magnezjując na każdym ruchu, lekko drżąc mijam miejsce gdzie wczoraj spadłem. Wpinam się do łańcucha i kończę drogę wyjściem na pik. Zrobione, mam ochotę zjechać i przejsć ją jeszcze raz . Droga legenda. VI.7. Idealny prezent na urodziny.

Wczorajszy zachód słońca uchwycony telefonem

Wczorajszy zachód słońca uchwycony telefonem

Teraz czas zaleczyć palce. Jura musi poczekać do przyszłego sezonu.

Eksploracyjny weekend

Cóż to był za weekend! Doskonała pogoda, świetne warunki do wspinania, piękne jesienne krajobrazy, doborowe towarzystwo i eksploracja nowych rejonów. Czego chcieć więcej? 🙂

Dziewica

Dziewica

Sobotę zaczęliśmy dość niepozornie, odwiedzając stary dobry Kołoczek. Chłopaki ruszyli na słynną Skorkówkę, a ja za namową Maćka poszedłem zerknąć na Dziewicę od strony zachodniej. I nagle niespodzianka! Moim oczom ukazuje się 20metrowa ściana z kilkoma imponująco prezentującymi się liniami. Na pierwszy ogień wszyscy trzej robimy Filar Marcisza za VI.3. Droga mimo nazwy nie wiedzie filarem, ale ciągiem małych rysek oferując techniczne wspinanie (haczenia pięt!) i ciąg od pierwszej wpinki aż do stanowiska.

Arek Smaga i Filar Marcisza – VI.3 fl

Arek Smaga i Filar Marcisza – VI.3 fl

Po ściągnięciu ekspresów przenosimy sie obok na nie mniej imponujący filarek. Nie dla peca ta kieca oscyluje trudnościami wokół VI.5/5+ i oferuje tym razem raczej bulderowe, ale nie mniej techniczne wspinanie po obłych odciągach.  Z drogą rozprawiam się w drugiej, a chłopaki w trzeciej próbie. Co więcej okazuje się, ze dla Arka była to życiówka jednak po wpięciu się do stanu powstrzymał okrzyk radości tłumacząc się słowami „…czułem, że mi się należy” ;]

Jest i nagroda

Jest i nagroda

W niedzielę startujemy bardzo leniwie. Być może ma to związek z imprezą UKA, na której poprzedniego dnia balowaliśmy do nocy… W każdym razie po dużym śniadaniu i dwóch kawach już o 13 jesteśmy w Łężcu… Gdzie?! No właśnie. Łężec to grupa skał położona tuż przy ośrodku w Morsku. Parkujemy na terenie hotelu i po 150metrach czerwonego szlaku jesteśmy już przy pierwszej ścianie. Mniej leniwi mogą też podejść od słynnej wiaty ok 8minut pod górę, równolegle do stoku narciarskiego.

Maciek Bukowski podczas przejścia Bożej inwazji VI.5+

Maciek Bukowski podczas przejścia Bożej inwazji VI.5+

Na miejsce dotarliśmy za namową Janka Sokołowskiego, który otworzył tutaj nową, trudną drogę. Boża inwazja okazuje się prawdziwą petardą! Bardzo nietypowa dla Jury skała. Na starcie wita nas pięcioruchowy estetyczny bulder zakończony efektowną bańką. Ruchy rodem z Ceuse. Dalej następuje rest i drugi, bardziej techniczny crux zakończony dynamicznym ruchem do klamy. W tym miejscu droga się nawet lekko przewiesza. Ostatnie metry to swoista nagroda za przejście trudności, duże zaginające się miski prowadzą nas wprost pod łańcuch. Robiąc pierwsze (Maciek) i drugie (Ja) powtórzenie drogi, potwierdzamy autorską wycenę VI.5+ podobnie jak autor zachęcając do wstawek, naprawdę warto!

Tuż przed zachodem słońca Maciek wiesza jeszcze ekspresy na innej, nie mniej imponującej nowości. Bruno & Toni za VI.5+ udaje mi się wciągnąć w drugiej próbie przy ostatnich promieniach słońca. Wielkie gratulacje dla Przemka Mizery za odkrycie tej linii! A jaki ma charakter? Podpowie wam zdjęcie poniżej ;]

Maciek podczas próby na Bruno & Toni – nie, to nie fotomontaż ;)

Maciek podczas próby na Bruno & Toni – nie, to nie fotomontaż 😉

Po trzech miesiącach przerwy od Jury, dostaję prezent w postaci dwóch wspaniałych weekendów i coraz mniej dokuczającej kontuzji. Oby pogoda utrzymała się jak najdłużej to może uda mi się jeszcze powalczyć na czymś trudnym…

Jesienne zaległości

Uff, w końcu postawiłem ostatnią kropkę w pracy magisterskiej i mogę się zabrać za odkurzenie bloga. Ostatnie tygodnie były naprawdę pracowite i to (niestety) nie koniecznie pod kątem wspinaczkowym. Ale po kolei.

Pogoda za oknem nie pozwalała siedzieć bezczynnie!

Pogoda za oknem nie pozwalała siedzieć bezczynnie!

Na początku września udało mi się wydłużyć weekend i przyjechać na jurę już w piątek rano. Rozłożenie sił na trzy dni poskutkowało i wróciłem z pierwszym VI.5 OS i rewelacyjną linią Popielarki – Skrzydełkiem VI.5+/6 RP na koncie.

Adam na trzywyciagowym Małym Trawersie Apteki

Adam na trzywyciagowym Małym Trawersie Apteki

Potem były jeszcze wizyty na Suchym Połciu, Kołoczku, Cimach i oczywiście Pochylcu. Co ciekawsze przejścia to Pierdolony Ogranicznik VI.6 (przystawka po wybranych chwytach ale ciąg imponujący), Archaiczne Techniki Ekstazy VI.5+/6(fajna nazwa, straszny połóg) i Krzyk Wapienia VI.5+/6 w drugiej próbie.

Krzyk Wapienia x3, w akcji ja podczas przejścia, Janek tuż przed i Przemo podczas prób

Krzyk Wapienia x3, w akcji ja podczas przejścia, Janek tuż przed i Przemo podczas prób

No i w końcu przyszła jesień, a wraz z nią obrazy taki jak poniższy i sami rozumiecie, że zamiast łapać za sznurek wolałem łapać za aparat 😉

Dziewica

Dziewica

Samolot

Samolot

Napisałbym coś więcej ale niestety muszę się pakować. Jutro z rana Jura, a w poniedziałek lecę na Sycylię. Mam nadzieję, że będzie o czym pisać! Ciao