opium

Tydzień w raju

„Tydzień w raju” –  jeśli przed wyjazdem ktoś by mi zaproponował taki tytuł wpisu o wyjeździe do Bleau, to pewnie bym go na poważnie rozważył. Niestety, raj z definicji nie znajduje się na ziemi, więc i nasz eden musiał w końcu pokazać swoją ludzką, ułomną stronę.

Deszcz w raju

Deszcz w raju

A miało być tak pięknie… Wyjazd jak co rok w tym samym terminie, ekipa ta sama, kwaterka ta sama i tylko forma mam nadzieję lepsza. Aha, liczyłem też na to, że pogoda będzie ta sama… Niestety, na dzień dobry wita nas deszcz i brak perspektyw na poprawę w najbliższych dniach. Co tu robić? Załamać się? Rzucać talerzami? Czytać książki? Jechać do Paryża? Cwiczyć Jogę? Kontemplować bezsmogowe powietrze? Niektóre z tych pomysłów byłyby pewnie niezłe gdyby nie to, że zabraliśmy ze sobą… Playstation 😀 Heeeellll yeaaahh!

Tak, rzutnik też :D

Tak, rzutnik też 😀

No dobra, po trzech dniach wiemy już, że Ibrahimovic jest przechujem, Indie najlepszą jednogwiazdkową drużyną, Grzesiek mistrzem Fify, a Maciek lubi łamać nogi. Co gorsza, przestało padać i trzeba się ruszyć w skały. No trudno, bandażujemy obolałe kciuki i ciśniemy z nadzieją, że jednak nic nie wyschło.

Excusez-moi, kto ostatni do Big Goldena?

Excusez-moi, kto ostatni do Big Goldena?

Na miejscu niespodzianka, a nawet dwie – niespotykany tłum ludzi i niespotykanie sucha skała. Chwile nam zajmuje wyrwanie się z wywołanego trzema dobami z konsolą letargu i nieśmiało przystępujemy do wspinania. Kolejne piątki padają jak muchy, szóstki już nie, siódemki znowu tak i ósemki także nie. Niczym wiersze a b a b. Ostatecznie, nie do końca spełnieni, ale na pewno zmęczeni, kończymy przed zmrokiem co by jeszcze skóry na jutro zostało.

Pilot drona

Pilot drona

W środę przezornie nie odpalamy „plejaka” i czym prędzej ruszamy w skały, a tam niespodzianka. Po bezdeszczowej dobie, nieznane nam zjawisko meteorologiczne doprowadziło do absolutnej katastrofy warunowej. Mówiąc wprost – kamienie zamieniły się w nasiąknięte gąbki. To co? Niemal jednogłośnie ustaliliśmy – Wiedźmin!

Pierwszy wspin

Pierwszy wspin

Po kolejnych dwóch dniach, kilku kilogramach sera, litrach wina i dziesiątkach godzin przed ekranem, niedoszły raj wpuszcza nas ponownie w swe progi. Efekt? Moje pierwsze 8A w Bleau – Big Golden Assis. Spełniony wracam do Gita(to nie więzień tylko taka francuska kwaterka) i odpalam konsolę. W sobotę budzi nas słońce i znowu trzeba się (w)spinać. Z lekką nieśmiałością uderzam na główny cel wyjazdu, zapatentowane rok wcześniej Opium. Warun sprzyja i po półtorej godziny, przeszczęśliwy melduję się na topie drugiego 8A. A niedziela? Cóż, pełna lampa, odczuwalna koło 30, powyżej 7A nie wyleziesz, więc po lekkim rozruchu pakujemy majdan i wracamy do Polski.

Opium, klatka z filmu by Grzesiek

Opium, klatka z filmu by Grzesiek

Niby lało, niby tylko trzy z zaplanowanych sześciu dni wspinania, a jednak jak ktoś pyta jak było to mam ochotę krzyknąć „zajebiście”! Może tak właśnie wygląda raj na ziemi? :]

Backstreet's back, alright!

Backstreet’s back, alright!

P.S.

Coś tam nakręciliśmy, więc za jakiś czas spodziewajcie się superprodukcji 😉